iPad - zawiedzione oczekiwania, rozpalone nadzieje

20100128-epsm4632by429nte5tpshk5aw4.jpg


chilon: Długo czekałem na pojawienie się CrunchPad'a niestety nawet Dźołdźoł się nie pojawił pomimo kolejnych obietnic. No cóż do obietnic jak widać można się przyzwyczaić i wysłuchiwać ich ciągle, trzeba jednak w końcu przestać w nie wierzyć.
W końcu na pierwszy ogień poszło Apple wydając swoją wersję dużego dotykowca pod nazwą "iPad".

goto206:Przywykłem do jednego. Przychodzi moment, kiedy Apple zapowiada konferencję, prezentację czy też Keynote. Wtedy niektórzy ludzie zaczynają szaleć, pojawiają się przepowiednie na temat tego co Steve zaprezentuje. Zwykle część z nich się spełnia. Ne wiem czy to zasługa zwykłej ludzkiej gadatliwości czy wyjątkowo zręcznej kontroli plotek. Może jednego i drugiego. A efekt jest zawsze ten sam - pojawia się nowy produkt, który wywołuje mieszaninę rozczarowania i euforii. Bo zawsze największą wadą nowych produktów Apple jest to, że nie do końca zaspokajają nasze mocno rozdmuchane oczekiwania.

chilon: Inną kwestią jest to, że tego typu urządzenie musiało się w końcu pojawić, wystarczyło tylko poczekać ale nie wszystkim się spieszyło aby w końcu je wypuścić. Generalnie dzisiaj, niecały dzień po premierze nie wiem po co zaprezentowano iPad'a, który jest niczym innym jak większym iPhone 3G. Jego okrojony soft nie pozawala na nic więcej niż iPhone tak więc mój niesmak pozwolę sobie przedstawić za pomocą jednej z wielu parodii "Der Untergang", która ujmuje dokładnie moje rozczarowanie.



goto206: To efekt pierwszy. Drugi jest taki, że Apple zarabia i zyskuje na wartości, bo po pewnym czasie, kiedy emocje opadną (co sprowadza się do tego, że przestajemy dostrzegać wady) stwierdzamy nagle, że ten nowy produkt Apple bardzo chcemy mieć mimo wszystkich niedogodności, które się z tym wiążą. Sam swojego czasu nagle stwierdziłem, że bluetooth, mms'y i nagrywanie video są dla mnie rzeczami zupełnie zbędnymi i przesiadłem się na iPhone. Z iPadem będzie dokładnie tak samo, chociaż nie wiem czy w moim przypadku. To urządzenie niewątpliwie może się sprawdzić, choć w stosunkowo wąskim zakresie. Taki mały, przenośny i multimedialny kombajn. A że oprogramowanie ograniczone, że to taki przerośnięty iPhone... no cóż, nie można mieć wszystkiego. To niestety nie oznacza w żadnej mierze, że Apple nie sprzeda milionów swoich produktów.

chilon: Ceny urządzenia nie są kosmiczne gdyż najtańsza wersja $499 to nie jest dużo aczkolwiek lepiej by wyglądało $399, nie wspominając o $299. Generalnie za to co otrzymujemy w urządzeniu nie wiem czy nawet z czystego gadżeciarstwa byłbym w stanie wydać $500, bo chyba nie. Mimo wszystko miałem nadzieję, że w urządzeniu będzie siedziała przynajmniej zubożona wersja Leopard'a z dotykową klawiaturą.
No cóż, jak widać kolejny raz Apple pokazało, że Eventy to nie Koncert Życzeń. Jeśli jeszcze ktokolwiek pamięta, to ostatnio zafundowali nam kamerkę w iPod'zie nano i to w miejscu, w którym przeważnie zakrywa się ja dłoniom.

20100128-rna2ng3am7unu16ikp7gicmwxk.jpg


goto206: I na koniec jeszcze jedno - nie zapominajmy, że iTunes Store to obecnie największy dostawca muzyki na świecie, przynajmniej w jej cyfrowym wydaniu. To daje pewien prestiż, ale daje też solidne podstawy do zagwarantowania zysków nie tylko wydawcom muzyki, ale i wydawcom książek i czasopism. A iPad to niewątpliwie doskonały czytnik. I założę się, że nikomu nie będzie przeszkadzała zamknięta forma działania iPada, która ograniczy odbiorców jedynie do iBooks. I nie chciałbym się upierać, ale Amazon straci sporo swoich klientów właśnie na rzecz Apple. W międzyczasie pojawi się jeszcze jakiś czytnik google działający na Chrome OS, super otwarty i nieszczególnie ładny. Trudno nawet mówić, że te produkty będą stanowiły dla siebie konkurencję, bo w rzeczywistości będą miały po prostu innych odbiorców. Jeśli jednak miał postawić wszystkie moje guziki przeciw wszystkim waszym dolarom, to powiedziałbym, że to Apple będzie na czele. Chociażby tylko z powodu doświadczenia na rynku muzycznym.

chilon: I cóż tu dłużej gdybać, można powiedzieć "zaczęło się", teraz to już z górki a kolejne *Pad'y bo przecież firm nie stać na to aby rozpocząć sprzedaż zbyt późno. Miejmy nadzieję, że właśnie tak się stanie, bo nawet taki "dźołdźoł" wydawał się bardziej użyteczny od iPad'a Apple.

goto206: Mówiąc zatem krótko. iPad to kolejny zupełnie niedoskonały produkt Apple, który mimo swych rozlicznych niedociągnięć zarobi dla Apple miliony dolarów, a jednocześnie da użytkownikom mnóstwo powodów do radości i mnóstwo powodów do narzekanie. Ja iPada chciałbym mieć i tyle, do gadżetów mam słabość.

*Ten tekst powstał w oparciu o wpis i komentarz z blogu Chilona - http://blog.kanafa.net*

Totemo czyli jak zostać plemiennym mistrzem gier logicznych

Totemo


Chilon: Tottemo to jedna z gier, które były do pobrania gratis z appvent'a, co ciekawe aby zacząć grać musimy przebrnąć przez fabułę, która w zasadzie jest dość nudna ale da się to jakoś przeżyć, tym bardziej że to jedyna możliwość na poznanie zasad gry. Dalej mamy po prostu świetną logiczną grę, zasada jest prosta musimy odprawić rytuał aby uwolnić dusze, prawda że proste?

goto206: Ja tam wcisnąłem skip i od razu przeszedłem do krótkiego samouczka. Gra na początku jest tak prosta, że nie bardzo byłem w stanie pojąć jej zasadę. Później na szczęście było lepiej.
Mówiąc w pewnym uproszczeniu - chodzi o połączenie w pary dwóch uśmieszków lub innych figur przy zachowaniu zasady, że muszą one być w jednym rzędzie w pionie lub poziomie. Wszystko to, stopniowo utrudniane, ubrane jest w plemienną historyjkę i ma na celu wyzwolenie dusz. Oczywiście cała ta fabuła to tylko otoczka, bo równie dobrze historii mogłoby nie być lub mogłaby być inna. Chodzi o rozrywkę wyłącznie logiczną. Nie można jednak na to "ubranie" narzekać, graficznie jest całkiem nieźle i gra może się podobać.

TotemoTotemo


Chilon: Kiedy już poznamy wszystkie zasady odprawiania rytuałów przechodzimy do gry właściwej i odprawiamy je hurtowo, ile wlezie aż do znudzenia bądź do pierwszego napotkanego problemu, gdyż z każdym kolejnym poziomem dusz jest coraz więcej i są rozmieszczone bardziej finezyjnie. Plusem jest to, że to kolejna gra w której przegrać się nie da, jeśli się nie uda rozpoczynamy rytuał od nowa ;)

goto206: Nie powinna nas zmylić początkowa prostota, z czasem jest coraz trudniej i coraz ciekawiej. Aby zrestartować poziom wystarczy potrząsnąć telefonem (tu plus, bo przecież mógłby to być zwykły przycisk, a tak wykorzystano akcelerometr).

TotemoTotemo


Chilon: Grę można kupić w cenie 0,79 euro (to tak jeśli ktoś nie załapał się na appvent'a) i jest godna polecenia, gdyż jej wykonanie stoi na wysokim poziomie, zarówno grafika jak i podkład dźwiękowy nadają grze bardzo fajny klimat dzięki czemu bardzo miło przy niej spędza się czas.

goto206: Jeżeli ktoś lubi tego typu logiczne rozrywki, na pewno się nie zawiedzie. Gra nie jest droga, a pozwala na zabawę przez jakiś czas. Muzyka średnio mi się podobała, ale też nie przeszkadza w grze, nasz przewodnik szaman gada w sposób nieco przypominający wciąganie coli przez słomkę z dna szklanki, ale to detal, na szczęście są napisy. Zresztą z czasem jego udział to głównie chwalenie naszych osiągnięć. Polecam, ale nie każdemu.

Flakery czyli zrób sobie śnieżkę

Flakery


Chilon: Aplikację kupiłem zanim przyszła do nas prawdziwa zima, wówczas powiem szczerze nawet tęskniłem za śniegiem, w tej chwili nie widzę w nim nic przyjemnego. Niemniej jednak sam program jest jak najbardziej ok, jeśli ktoś ma zbędne 0,79 euro spokojnie może je wydać na ten soft.

goto206: Nie wiem czy Chilon wspomniał, że to edytor śnieżynek. Naprawdę dość trudno znaleźć zastosowanie dla tego programu, chyba, że jest się dziadkiem mrozem przeżywającym poważny kryzys twórczy. Sam pomysł jest... dziwny. Starałem się postawić w roli docelowego klienta tego "generatora" i nie zdołałem. Może Wy macie pomysł po co komu edytor śnieżynek??

FlakeryFlakeryFlakery


Chilon: Program to nic innego jak edytor śnieżynek. No dobra nawet bardzo zaawansowany edytor śnieżynek. Jednak mimo wszystko to tylko edytor śnieżynek. Tak więc jeśli ktoś jeszcze się nie zorientował, to możemy w nim sobie zaprojektować unikalną śnieżynkę, a potem zobaczyć jak wyglądałaby śnieżyca złożona z miliardów naszych tworów. Prawda, że piękne?
Aplikacja kosztuje 0,79 euro i nie można jej w zasadzie zarzucić nic złego, no może poza tym, że to edytor śnieżynek.

goto206:Zaawansowany czy nie, ten program jest całkowicie bezużyteczny. I zupełnie niepotrzebnie płatny. Jeśli byłby darmowy, powiedziałbym, że to zabawny gadżet na pięciominutową zabawę. Ale za pieniądze, nawet tak niewielkie, jest to po prostu zdzierstwo.A może po prostu nie mam wyobraźni by cieszyć się z unikalnych śnieżynek (które tak nawiasem mówiąc widzę ostatnio codziennie i to w nadmiarze). Odradzam.

Nick Chase czyli łamigłówki w stylu Raymonda Chandlera



Chilon: Człowiek czasami ma takie chwile, że stara się umilić sobie życie wymyślaniem różnych zajęć mogących rozruszać odrobinę jego szare komórki. My mamy to szczęście, że możemy zakupić sobie do tego grę, która odrobinę wysili nasze szare masy i wplącze to wszystko w mniej lub bardziej ciekawą fabułę.

goto206: Ja może zacznę inaczej. Czasem oczekujemy rozrywki bardziej inteligentnej niż strzelanie do robotów czy krwiożerczych gąbek. Czasem oczekujemy, że ktoś tę rozrywkę opakuje w zgrabne, efektowne opakowanie. I wszystkim życzę, by w takim właśnie momencie natknęli się na Nicka Chase'a.



Chilon: Nick to prywatny detektyw i jak to u prywatnych detektywów musi on rozwiązywać przedziwne zagadki, które w zasadzie nie koniecznie muszą mieć jakikolwiek sens. Gra ta to zbiór różnych logicznych zabaw, od porównywania obrazków przez wynajdywanie elementów do różnych układanek. Całość jest opakowana w dość starannie wykonaną grafikę i niestety po pewnym czasie nudzącą się muzykę. Mimo wszystko odbiór jako całości jest pozytywny.

goto206: Nick to prywatny detektyw, ale nie zwykły prywatny detektyw. To postać klasyczna, detektyw z lat dwudziestych czy trzydziestych, oczywiście były glina, znający miasto jak własną kieszeń, wszędzie posiadający informatorów, który nie waha się skorzystać z pomocy byłych kolegów z policji, ale nie waha się również przed łamaniem lub naginaniem prawa. Ma prochowiec i kapelusz, który permanentnie powiewa w wieczornej mgle. Ma też zniszczony czasem, wiecznie lekko znudzony głos Humphreya Bogarta i mimo, że z gry to nie wynika ma pewnie byłą żonę, która zostawiła go dla hollywódzkiego producenta i butelkę whisky w szufladzie biurka. Ponosi mnie wyobraźnia? Owszem, ale to zasługa gry, która na wyobraźnię działa wręcz rewelacyjnie.
A o samej grze. Fabuła jest rysowana zgrabnym, ciekawym komiksem ilustrowanym głosem detektywa i innych bohaterów gry. A nasze zadanie? Bardzo proste, rozwiązać kryminalną zagadkę, która z tej fabuły wynika. Może nie jest to szczyt pomysłowości, a czasem zalatuje bardziej Indianą Jones'em niż klasycznym kryminałem, ale jednak wciąga. A przecież o to właśnie chodzi.
Zagadki są różnego rodzaju i częściej wymagają spostrzegawczości i dobrej pamięci niż wyjątkowej inteligencji. Nie zapominajmy jednak, że to gra na telefon, zagramy w nią w autobusie czy na wykładach, gdzie może nie będziemy mieli okazji na super skupienie. Ale ciekawie jest z pewnością. Preparujemy fałszywe dokumenty, włamujemy się do sejfów i mieszkań, przeprowadzamy analizę znalezionych śladów. A wszystko to w prawdziwym klimacie. A muzyka wcale nie męczy, jest spokojna, ale buduje napięcie. I nie przeszkadza w rozwiązywaniu zagadek. Komiksy są naprawdę niezłe, pomieszczenia dopracowane, a źle wykonany ruch spotyka się często z zabawnym komentarzem naszego bohatera.



Chilon: Gra do tanich nie należy aczkolwiek można ją dostać w promocji za 0,79 euro i zasadniczo rzecz biorąc chyba więcej bym za nią nie był wstanie wydać, gdyż wielką rewelacją raczej nie jest. Niemniej jednak jest to ciekawa pozycja wśród gier tego typu, chyba ze względu na to, że jest dość pokaźnie rozbudowana w przeróżne zagadki.

goto206: A ja wręcz przeciwnie. Zakup tej gry za 0,79 euro to rewelacyjna okazja, bo moim zdaniem gra jest warta znacznie więcej. Od bardzo dawna gra nie wciągnęła mnie jednorazowo na tak długo. Przy pierwszym podejściu nie odszedłem od niej przez prawie 1,5 godziny, a w moim przypadku to naprawdę duży sukces. Z czystym sumieniem polecam.

Terminator Salvation czyli Hasta la vista, baby!!



Chilon: Nie jestem zwolennikiem gier 3D na iPod'a jednak ten tytuł kupić po musiałem od tak z chęci posiadania, no bo wiadomo Terminator to nie w kij dmuchał ;) Miłym zaskoczeniem jest to, że przezwyciężając niechęć do strzelanek 3D w tę faktycznie da się w miarę grać.

goto206: Kiedy miałem jeszcze Pentium 133, grałem w demo gry Skynet napisanej na kanwie Terminatorów. Gra mi się nie podobała, zresztą nie tylko mnie. To mnie nieco zniechęciło do gier z Terminatorem związanych. Ale zniechęca mnie jeszcze jedna rzecz. Cechą wspólną wszystkich terminatorów jest to, że praktycznie przez cały film główny bohater zmaga się z jednym, wyjątkowo uparcie odpornym na wszelkie próby uszkodzenia, przeciwnikiem. Taki jest schemat i dobrze. Jednocześnie jednak schemat ten jest kompletnie nie do przeniesienia do gry, a przynajmniej nikomu się to dotąd nie udało. Jaki jest efekt? Kolejna gra typu Quake czy Doom, które jak dla mnie wyczerpały temat. I nie mogę się pozbyć uczucia, że to po prostu kolejny sposób na zrobienie pieniędzy, bo już dawno George Lucas odkrył, że najlepiej zarabia się nie na samym filmie, ale na całej otoczce. I tym sposobem mamy Terminator Salvation dla iPhone i iPoda Touch.



Chilon: Grafika trójwymiarowa nie zachwyca, obiekty trójwymiarowe czasami bywają psikuśne (da się przejść przez ścianę itp) jednak nie jest tragicznie. Muzyka z kolei jest bo jest nic rewelacyjnego, po prostu od czasu do czasu przygrywa kiedy przechodzimy kolejne etapy gry. Sterowanie jest ciekawe, no dobra jest beznadziejne, ale ciężko wmyślić coś lepszego, niestety iPod to nie platforma na gry 3D.

goto206: Grafika może nie zachwyca, ale też nie można jej zbyt wiele zarzucić. Gra jest niezła i przypomina, że iPhone/iPoda dają naprawdę duże możliwości. Na przykład od wymienionego wyżej Skynetu jest o niebo lepiej.
Gra jest osadzona w rzeczywistości jaką znamy z ostatniej części Terminatora (co jest zupełnie logiczne zważywszy na tytuł), więc jest postatomowo, pustynnie i w ogóle straszna nędza.
Strzela się w zasadzie tylko do maszyn, a te dość łatwo popsuć. Mniej lub bardziej. Czasem też musimy pojeździć, a w czasie jeżdżenia strzelamy do maszyn. I tak w kółko, od misji do misji. Sterowanie daje radę, nic to szczególnie odkrywczego, po prostu daje radę. Broń zwykle jest ciężka i maszynowa, co zwiększa naszą szansę na sukces. I tak właśnie mamy kolejną strzelankę 3D.



Chilon: Trzymając się dalej mojej opinii na temat trójwymiarowych strzelanek stwierdzam, że ta nie jest najgorsza, grę mogę polecić fanom sagi Terminator jednak nie koniecznie po jej regularnej cenie, gdyż pojawia się ona już w promocjach po 0,79 euro i jest to kwota, którą można na tę grę wydać.

goto206: Wieje przeciętnością, choć to solidna robota, a dla fanów czy to gatunku czy to filmów o terminatorach, z pewnością okaże się bardzo przyzwoitą rozrywką. Jest też wersja darmowa, mocno ograniczona, ale daje jakieś pojęcie, zanim zdecydujemy się na zakup wersji płatnej.