DoodleJump. Uwaga - uzależnia!

klikklikklik


goto206: Ta gra pozostaje w appstorowym Top 25 od dawna. I to chyba na całym świecie. iSłusznie. Autorzy ostrzegają w opisie, że gra ekstremalnie uzależnia. iSłusznie. Bo ta gra naprawdę jest dobra, mimo, że banalna, a pomysł prosty jak konstukcja cepa. Możliwe, że w tym tkwi cała tajemnica.

Chilon: Tak, to prawda, gra jest ciągle w czołówce popularności, co pokazuje, że nie tylko grafika 3D, wodotryski i hektolitry krwi czynią z gry wartą zakupu, aczkolwiek nie ukrywam, że troszkę brakowało mi tam zombie ;)
klikklikklik


goto206: Zasada jest bardzo prosta. Nasz bohater (Doodler) prawdopodobnie narodził się jako nieślubne dziecko Pani Sprężynki Tygryska ze Stumilowego Lasu. Celem jego życia jest podskakiwanie i cel ten realizuje z przerażającą wręcz determinacją. Nie sztuką jest jednak skakać w miejscu, skoro przed nami cały świat. Doodler skacze więc coraz wyżej po małych platformach, a naszym zadaniem jest zadbać co by na zbity pysk nie spadł i krótkich nóżek nie połamał. A nie każda belka jest bezpieczna, niektóre pękają, niektóre znikają, na niektórych stanąć można tylko raz, a na jeszcze innych lepiej stanąć nim eksplodują. Czasem możemy podróżować szybciej w czym aktywnie pomagają nam znajdowane po drodze sprężynki, czapki ze śmigłem (mały zasięg, niewielka prędkość) i napędy rakietowe (duży zasięg, duża prędkość, duża radość). Ale nie zawsze jest kolorowo, bo czyhają na nas różne stwory, których możemy pozbyć się celnym strzałem z broni palnej, bądź celnym nadepnięciem na głowę. I tak coraz wyżej, coraz wyżej! Heej hoo! Bum tararara. Sami rozumiecie.

Chilon: Przez chwilę się zastanawiałem, kto mógłby być ojcem, ale chyba nie mam pomysłu i nie wiem też czy chciałbym to wiedzieć. Cel jest jeden - sięgać gdzie wzrok nie sięga - czy jakoś tak, generalnie najlepiej być wyżej na liście wyników niż znajomi - to bardzo motywuje do dalszej gry, aczkolwiek nie raz ma się ochotę wykasować grę i zapomnieć o niej na zawsze ... ale przecież nie można się od tak poddać i tak właśnie mijają kolejne minuty przy próbach pobicia rekordu.

klikklikklik


goto206: Z pewnością sekretem Doodla jest grafika. Zabawne, pocieszne i ciepłe rysunki cieszą oko mimo całej swej prostoty. Wersja podstawowa daje nam możliwość gry na tle kratkowanej kartki papieru, ale to dopiero początek. Bo każdy znajdzie coś dla siebie. Dżungla, boisko piłkarskie, mroczna noc, kosmos czy zimowe, mroźne ostępy. Do wyboru do koloru. A nie tylko tło się zmienia, bo i potwory i niespodzianki wpisują się w klimat planszy. A kiedy pierwszy raz zobaczyłem jak w tropikalnej dżungli pada deszcze to cieszyłem się jak dziecko.

Chilon: Ja powiem jak zwykle szczerze, że mnie standardowa grafika na kolana nie powaliła, wiem, że jej tandetność jest celowa, ale mimo wszystko zachwytu nie wywołuje. Zmieniają to za to dodatkowe wystroje, a zwłaszcza Halloween, gdzie Doodler przemienia się w potwora Frankenstein'a, a to wiadomo już blisko zombie ;)

klikklikklik


goto206: Twórcy Doodla nie zapomnieli również o społecznościowym aspekcie gry. Grę można połączyć z Twitterem i Facebookiem i publikować tam swoje osiągnięcia, przy czym Facebook pozwala nam również obserwować poczynania naszych znajomych, którzy korzystają z Doodla. Jeśli chcemy możemy obserwować swoje wyniki i wyniki innych na dyskretnych kreseczkach pojawiających się w trakcie gry.Bo przecież czym wyżej tym więcej punktów. A jak szybko lecą punkty, gdy lecimy rakietą! Sama radość.

Chilon: Tak tutaj dochodzimy do sedna, gra zaczyna się robić na prawdę ciekawa, kiedy gramy w nią wspólnie ze znajomymi, nie ma nic piękniejszego niż pokonanie czyjegoś wyniku o poranku (bądź też o innej porze dnia i nocy). Aby zarazić kogoś tą aplikacją możemy bezpośrednio z niej wysłać maila z naszym rekordem oraz linkami do pobrania (i zakupu) gry.

klikklikklik


goto206: Lima Sky, developer odpowiedzialny za Doodlera, dba o to, by gra nam się nie znudziła. Aktualizacje są dość częste i nie ograniczają się jedynie do poprawek. Ostatnia wprowadzono planszę Haloween, a grzywka Doodle w stylu Frankensteina rozkłada na łopatki. I wiecie co? Ta cała frajda za niecałego dolca. Brać, nie zastanawiać się!

Chilon: Aktualizacje przynajmniej do chwili obecnej były dość częste, co może po części irytować, bo w sumie przynajmniej ja tam żadnych błędów nie dostrzegałem, gra chodzi bardzo płynnie, nawet na pierwszym poczciwym iPhone. Cena jest bardzo przyjazna, więc nie trzeba się długo zastanawiać. Polecam!

0 odpowiedzi dla "DoodleJump. Uwaga - uzależnia!"

Prześlij komentarz