Flickitty - gierki i gierki a robić to ni ma komu!

Flickitty


Chilon: W grze wcielamy się w niepełnosprawnego kota, który jest sparaliżowany od głowy w dół, a przynajmniej wszystko na to wygląda, gdyż porusza się on tylko za pomocą balansowania swoją wielką głową. Na domiar złego ten właśnie kot stara się zostać pracownikiem miesiąca, co można osiągnąć poprzez wykonywanie przedziwnych zadań, które otrzymamy od majstra.

goto206: Kot wcale nie jest niepełnosprawny, tylko jest mobilny inaczej. Przywykliśmy do standardowego poruszania się za pomocą nóg, a przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy poruszali się wyciągając szyję i pozwalając by reszta ciała dogoniła głowę. Jaka oszczędność na butach! Ta gra jest naprawdę nowatorska, a co więcej propaguje pracowitość. Same superlatywy. A tak poważnie - ta gra jest po prostu dobra.

FlickittyFlickittyFlickitty


Chilon: Oryginalnność gry polega na tym, że to jedna z niewielu gier stworzonych dla platformy iPhone'a/iPod'a, gdzie faktycznie wykorzystuje się dotykowy ekran. Nigdy więcej wirtualnych padów zasłaniających widok! No dobra tak pięknie to chyba nie będzie, ale tutaj autorzy faktycznie się postarali. My z kolei musimy się nieźle namęczyć aby nauczyć się postacią sterować.

goto206: Jak informują nas autorzy w tutorialu, gdy nabierzemy wprawy będziemy naszym kotkiem latać. I tak to właśnie wygląda. Wprawa faktycznie jest konieczna, bo na początku albo tkwimy w miejscu albo latamy jak kot z pęcherzem (o jakie mi się trafiło celne porównanie).
Nie przesadzajmy natomiast z zachwytami nad sterowaniem, bo w przypadku manipulowania ekranem dotykowym zawsze przynajmniej częściowo zasłonimy sobie pole widzenia. Tak jest i tym razem, chociaż nie jest to uciążliwość nadmierna.
A o co chodzi w grze? Zasada jest prosta. Nasz kotek jest niezwykle pracowity (to już wiemy) i ma przed sobą do wykonania liczne zadania. A to ma coś przenieść, a to coś popchnąć, niby banalnie, ale w połączeniu ze specyficznym sterowaniem daje to naprawdę niezłą frajdę. W wykonywaniu prac przeszkadza nam nie tylko skomplikowanie i rozległość planszy, ale przede wszystkim rozliczne pułapki, które bardzo efektownie robią naszemu bohaterowi krzywdę i zwykle skutkują koniecznością powtórzenia części zadania. Krótko mówiąc - jest co robić.

FlickittyFlickittyFlickitty


Chilon: Gra ma bardzo ciekawą grafikę, muzyka jest przyjemna dla ucha i nadaje grze fajny klimat. Mnie bardzo podoba się podejście do sprawy gry jako rzeczy rozrywkowej, otóż nie da się tutaj przegrać! Dostajemy tutaj rozrywkę w czystej postaci, brak złości na to, że coś nie wyszło bo to nie rywalizacja to po prostu świetny zabijacz czasu.

goto206: Graficznej i muzycznej stronie gry nie mam nic do zarzucenia. Jest ciekawie, a nawet troszkę mrocznie. Bardzo spodobały mi się pułapki i głębokie zdziwienie kota, gdy w nie wpada. Jest wesoło i troszkę makabrycznie. To lubię :)

FlickittyFlickittyFlickitty


Chilon: I teraz najciekawsze! Aplikacja kosztuje 0,79 euro i jeśli o mnie chodzi to warto na nią wydać te pieniądze, gdyż spokojnie mogła by kosztować więcej.

goto206: Nie da się ukryć, że cena jest atrakcyjna. Ale tak naprawdę nie to tylko dodatkowy bonus - najważniejsze jest to, że gra jest świetna. Polecam, nie tylko wielbicielom kotów (a może nawet najmniej tym właśnie).

BlogPress - niezbędnik mobilnego blogera

blogpress


goto206: Czytałem ostatnio o parze, która w czasie ślubu opisywała jego przebieg wysyłając wiadomości na Twittera. Bywa i tak. Zapewne również bywa i tak, że nie możecie rozstać się ze swoim blogaskiem, a bieżące pomysły koniecznie musicie z siebie wyrzucić żeby od twórczego parcia się nie udusić. A może być też tak, że dojeżdżacie dość daleko do pracy i ten czas chcielibiście poświęcić na uzupełnienie blogowych zaległości. We wszystkich tych przypadkach BlogPress okazuje się idealnym narzędziem.

Chilon: Aplikacja jest całkiem przyjemna, pod warunkiem, że faktycznie ktoś lubi pisać na wirtualnej klawiaturze, ja podchodzę do tego nieco bez większego zapału. Jednak jeśli faktycznie mamy marnować czas spoglądając w okno jadąc w urokliwym przedziale PKP to warto się w tę aplikację zaopatrzyć, gdyż na prawdę w prosty sposób pozwala nam na napisanie posta lub przynajmniej jego fragmentu.

BlogpressBlogpressBlogpress


goto206: BlogPress oferuje znacznie więcej funkcji niż można się spodziewać. To kombajn obsługujący większość jeśli nie wszytkie platformy służące blogowaniu, a więc - Blogger / BlogSpot - MSN Live Spaces - WordPress - Movable Type - TypePad - LiveJournal - Drupal i Joomla.
Jednocześnie w programie możemy obsługiwać wszystkie nasze blogi, publikując w dowolnie wybranym lub wielu naraz. I to niezależnie czy jesteśmy w zasięgu WiFi czy sieci komórkowej. Jeśli akurat jesteśmy offline możemy zachować wpis i opublikować go pózniej. A jeśli chcemy go opublikować tylko jako wersję roboczą, to dla BlogPress to również nie jest przezkoda.
Filmy, zdjęcia? Żaden problem! Możemy skorzystać z flickra, YouTube, Bloggera czy serwera BlogPress jednocześnie decydując ile zdjęć publikujemy i jak mają wyglądać. Wszystko oczywiście tagujemy, etykietujemu i formatujemy korzystając z wygodnego edytora WYSIWYG działającego zarówno w pionie jak i w poziomie.

Chilon: Pod względem używalności faktycznie jest on bardzo wygodny w zasadzie bez większego zastanowienia pozwala na zarządzanie treścią na kilku blogach. Osobiście co do edytorów WYSIWYG to staram się z nich nie korzystać, jakoś tak średnio mi przypadają do gustu, tak więc co do użyteczności w tym sofcie się nie wypowiem.

blogpressblogpressblogpress


goto206: Program kosztuje 2,39 euro i jest rewelacyjny. Stosunkowo prosty jak na tę ilość możliwości czytelny i stabilny. Nie jest oczywiście wolny od ograniczeń jakie daje jego mobilność, ale są one mało odczuwalne. Nawet jeśli nie jest to idealne (choć bardzo do tego blisko) narzędzie do blogowania, to z pewnością jest idealnym uzupełnieniem naszego komputera. Ten post, podobnie jak kilka poprzednich napisałem oczywiście w BlogPress :)

Chilon: No tak, cena nie jest rewelacyjna aczkolwiek w zamian otrzymujemy kawał dobrego programu, dzięki któremu możemy zaoszczędzić sporo czasu, pisząc notki w miejscach o których się nawet fizjologom nie śniło. :)

goto206:... i zoofilom :P

MoonPhase - niezbędnik wilkołaka

MoonPhase


goto206: Może wstyd się przyznać, ale należę do grona osób, które wierzą we wpływ księżyca na człowieka. Wiara ta jest mocno ograniczona i sprowadza się do przekonania, że całkiem normalnych odruchem podczas pełni jest problem ze snem. Jednocześnie jednak żyje w klimacie, który nie zawsze pozwala gołym okiem ocenić aktualną fazę księżyca, więc nie dziwi chyba, że rozpocząłem poszukiwania odpowiedniego programu dla mojego iPhone'a.

Chilon: Tak, księżyc zwłaszcza w pełni ma swoje przedziwne właściwości, jedni nie mogą spać, inni cieszą się jak dzieci widząc go w pełnej okazałości, a jeszcze inni klną gdy świeci zbyt mocno. Nie sądzę jednak, że oni wszyscy muszą nagle mieć aplikację pokazującą im aktualną fazę księżyca.

PhaseMoonPhaseMoon


goto206: Poszukiwania prowadziłem oczywiście po jednej z kolejnych nieprzespanych nocy, co mogło mieć pewien wpływ na podjęty wybór. Czy był dobry oceńcie sami.
Wklepałem w AppStore "moon phases" i w drogę. Na początek zaskoczyła mnie całkiem spora ilość aplikacji, w drugiej kolejności to, że ich autorzy upierają się przy pobieraniu opłaty, a w trzeciej to, że praktycznie żadna aplikacja nie ma ocen. Koniec końców wybrałem stosunkowo tanią i z ładnymi zrzutami ekranu. Funkcjonalność większości była podobna.

Chilon: Muszę powiedzieć, że trafiłeś w sedno z frazą wpisaną w wyszukiwarkę, lepszej trzeba by szukać ze świecą. Ogólnie prostych aplikacji (a ta zdecydowanie jest prosta) jest masa, nikt tego nie ocenia bo zasadniczo rzecz biorąc nie za wiele jest tam do oceniania. Cykl to cykl powtarza się w kółko i na chwilę obecną jeśli chodzi o księżyc to chyba nie za wiele się może zmienić.

MoonPhaseMoonPhase


goto206: Ta aplikacja pokazuje informacje o księżycu i słońcu (sic!). Ale to nie tylko suche info o wschodzie, zachodzie, odległości, znaku zodiaku i fazie, ale również graficzne przedstawienie samego księżyca. Przy czym mamy do wyboru czy będzie to zdjęcie księżyca sporządzone przez NASA czy też uśmiechnięty rysunek, a może księżyc o serowej fakturze (zdaje się że Amerykanie żyją w przekonaniu, że księżyc jest z sera, no cóż, w Polsce niektórzy wierzą, że Feel ma fajne piosenki, więc nie będę się nabijał z zagranicznych przekonań).
Interfejs jest prosty i czytelny, a wszelkie dane określane są na podstawie naszej lokalizacji, o którą program na samym początku nas poprosi. Możemy oczywiście w każdej chwili ją zmienić, a przy jej wskazywaniu pomoże wierny GPS.
Zakładka ustawień daje nam kilka możliwości dostosowania aplikacji do własnych potrzeb. Po pierwsze pozwala wybrać rodzaj rysunku, zakres wyświetlanych danych, używaną jednostkę miary, czy też "system" nazewnictwa księżyca (fani celtyckich legend i znawcy wczesnej kultury anglosaskiej mogą się ucieszyć, a może nie, nie mam o tym bladego pojęcia). Mnie zaciekawiła opcja ostrzeżenia dla wilkołaków, ale jak to ostrzeżenie będzie realizowane zobaczymy. Na koniec warto wspomnieć, że informacji możemy zarządzać na określony dzień (potrząśnięcie telefonem przywraca aktualny dzień), a wszystkie dane pochodzą z aplikacji i nie wymagają połączenia z siecią.

Chilon: Pierwsze primo to ustawienie lokalizacji na ipodzie jest strasznie irytujące, w zasadzie po kliku próbach ustawiłem to na oko (w Polskę chyba trafiłem). Po drugie primo informacje na temat słońca w programie o nazwie "fazy księżyca" są dla mnie również zaskakujące, fajnie że są ale chyba nikt by się ich tam nie spodziewał. Co do interfejsu to jest prosty, prosty maksymalnie, no bo co może być skomplikowanego w programie, który wyświetla kilka informacji? Jeśli chodzi o designy, to standardowy jest jak dla mnie najładniejszy, rysunkowa morda księżyca jakoś do mnie nie przemawia, jakaś taka wykonana na "odwal się", żółty ser lubię z kolei jeść a nie na niego patrzeć. Jedyną fajną rzeczą jaką znalazłem w tym programie to alert przed wilkołakami, ten głos wilka bardzo przypadł mi do gustu ;)

MoonPhaseMoonPhase


goto206: Program kosztuje 0,79 euro i musiałem chwile powalczyć z irracjonalnym przekonaniem, że tego typu soft powinien być za darmo. Z drugiej jednak strony te kilka złotych autorowi (http://www.romanduck.com) zdecydowanie się należy. Polecam. Program jest mały, zgrabny i może być przydatny. Jak dla mnie piątka.

Chilon: Nie ma nic za darmo aczkolwiek faktycznie wybór nie jest łatwy, albo fazy księżyca albo browar wybór oczywiście należy do was ja osobiście polecam browar, bo aplikacja nudzi się po chwili zabawy. A co do ostatniej pełni to dawno się tak nie wyspałem.

Bankomaty czyli gdzie są nasze pieniądze?? ;)

Klik



goto206: Ustalmy jedną rzecz na początek. Nie ma takiej aplikacji, która by powiedziałaby mi gdzie są moje pieniądze. Po pierwsze wcale ich nie ma, po drugie jeśli istnieją to tylko wirtualnie, więc obojętne gdzie są.

Chilon: Jakie tam wirtualne, one są prawdziwe tylko problem w tym, że ich nie ma :)

KlikKlikKlik


goto206: Jak sama nazwa wskazuje Bankomaty to baza bankomatów. Ale baza bardzo praktyczna, bo przecież najczęściej chcemy sprawdzić nie gdzie jest bankomat naszego banku, ale gdzie jest najbliżej nas. W tym właśnie pomagają Bankomaty. Opcji wyszukiwania jest kilka, po adresie, po sieci i co najważniejsze - po lokalizacji określanej przez wbudowany w iPhone'a GPS. Aplikacja niewątpliwie działa. Nie wydurnia się z określaniem położenia wg pierwszej odczytanej lokalizacji tylko cierpliwie czeka, aż dokładność odbiornika GPS będzie wystarczająca. Co ważniejsze jedak, działa na podstawie uaktualnianej bazy bankomatów, więc zawsze będziemy na bieżąco. Wynik wyszukiwania określany jest w postaci adresu i odległości od wskazanego przez nas położenia. Dodatkowo możemy zobaczyć położenie bankomau za pomocą Google Maps.

Chilon: Oczywiście na iPhone, aplikacja jest "bardziej" aczkolwiek na iPodzie też da się jej używać. Co prawda użytkowanie wymaga w nieznanym terenie nieco więcej koncentracji ale ogólnie daje radę. Ogromnym plusem jest to, że program korzysta z własnej bazy danych, którą można sobie aktualizować, oczywiście jeśli aktualizacja jest dostępna. Odrobinę mnie razi kwestia angielskiego menu w aplikacji o polskiej nazwie, ale jakoś to przeżyję [zdecydowanie przeżyję to kwestia tylko języka w preferencjach ipod'a ;)].

KlikKlik


goto206: Jak dla mnie rewelacja, szczególnie, że program kosztuje tylko 0,79 euro. Jest czytelny, prosty i praktyczny. Jedno przeszkadza mi bardzo, a mianowicie ikona programu, która nie ma nic wspólnego z jego zastosowaniem. Do autora zwracam się z gorącym apelem - zrób coś z ikoną!! To jest ważne!! Poza tym same plusy. Polecam.
PS: tego bankomatu, który pokazuje pierwszy zrzut ekranu już nie ma. A może chwilowo nie ma. Widocznie ktoś uznał, że bankomat na dworcu kolejowym milionowego miasta jest niepotrzebny....

Chilon: Faktycznie cena nie jest wysoka, aplikacja taka może się przydać tylko wówczas kiedy akurat jej nie będziemy posiadać a jadąc w nieznane tereny zapomni nam się sprawdzić możliwości wypłaty gotówki ze ściany. Polecić ją mogę tylko osobom dużo podróżującym, bo raczej zwykły zjadacz chleba z niej korzystać namiętnie nie będzie.