Reeder - mobilne RSS

reeder


goto206: Jestem fanem RSS. Naprawdę. Jednocześnie korzystam z conajmniej trzech urządzeń - Maca, peceta i iPhone'a - to wymusza synchronizacji, bo trzykrotne czytanie tego samego nie jest frajdą. W sposób naturalny wybór padł na Google Reader (newsgator mi nie odpowiada). Oczywiście na iPhone Google Reader działa w przeglądarce i to działa całkiem nieźle. Ale jak już kiedyś pisałem, nie przepadam za aplikacjami działającymi w mobilnym Safari.

Jak łatwo się domyśleć, AppStore oferuje kilka propozycja klientów RSS synchronizujących się z Google Reader, ale tak naprawdę dopiero Reeder spełnił moje oczekiwania.

Chilon: Ja do RSSów podchodzę dość sceptycznie, niby fajne, niby potrzebne ale jedyne do czego używam RSSów to raptem kilka blogów i bash. Googlowego Reader'a nie używałem w sumie do tego momentu, kiedy to chciałem przetestować właśnie Reeder'a.

reederreederreeder


goto206: Najpierw korzystałem z Gazette, całkiem w porządku program. Ale tak jak dla dziewczyny żadnym komplementem jest stwierdzenie, że jest sympatyczna, tak dla programu nie jest superlatywą, że jest w porządku. Gazette lubił się wywalić, wyglądał przeciętnie, działał normalnie.

Niewiele lepszy był NetNewsWire, mimo, że jestem fanem wersji stacjonarnej. W telefonie miał po prostu problemy z synchronizacją, a dodatkowo wersja premium nie wyświetlająca reklam, z nienznanych przyczyn nie jest dostępna w polskim AppStore. Niemniej jednak korzystałem nieco z NetNewsWire i właśnie w trakcie przeglądania za jego pomocą rss'ów z MacUpdate znalazłem Reedar'a.

reederreederreeder


goto206: Pierwszą rzeczą, która niewątpliwie rzuca się w oczy jest wygląd aplikacji, który zamiast powszechnej cukierkowatości, stawia raczej na pastelową elegancję. Nawet ikonka jest nieco inna. Wygląd pozostaje oczywiście kwestią gustu, mnie koniec końców się podoba.

Przeglądanie jest niewątpliwie wygodne, a sychronizacja działa. Mamy dostępne wyświetlanie według kategorii i według czasu publikacji. Jest naprawdę nieźle. Na początku przeszkadza to, że pojedyńcze przyciski należy przetestować, żeby znać ich działanie, bo nie zawsze jasno to wynika z ich wyglądu. Ale z drugiej strony nie ma ich tak dużo. To po prosty czytnik, ale czytnik oferujący wszystkie możliwości, które daje Google Reader. Można oznaczać wiadomości gwiazdką, można je udostępniać innym i publikować. Wszystko co potrzebne. Również podstawowa funkcja czyli przeglądanie, działa przyjemnie i efektownie. To naprawdę wszystko czego potrzebuje użytkownik czytnika Google.

Chilon: Muszę powiedzieć, że może sama aplikacja nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, bo niby nie miała zbytnio jak, ot synchronizacja treści poprzez appsa na koncie google. Niemniej jednak złapałem chyba bakcyla, teraz staram się dodawać jak najwięcej RSSów aby sprawdzić czy faktycznie będzie to wygodniejsze. Boję się, że zacznie mi brakować "buszowania" w sieci w poszukiwaniu nowych informacji, może też dlatego tak długo broniłem się przed kanałami RSS, sam nie wiem.

goto206: Na koniec zła wiadomość. Cena. Aplikacja kosztuje 2,99 euro, więc nie jest to aplikacja najtańsza. Z drugiej jednak strony jest tej ceny warta. Ja serdecznie polecam.

Chilon: No cóż, muszę uwieżyć na słowo, że to najwygodniejszy sposób na synchronizację naszych RSSów w kieszeni, a jeśli tak jest to nie jest to aż tak wygórowana kwota aby nad tym długo rozpaczać.

Against the Fire - masz szansę zostać strażakiem!

Against the Fire


Chilon: Gra oparta jest na silniku Alive-4-ever, które jak dla mnie było rewelacyjne tak więc postanowiłem zobaczyć czy i ta gra będzie równie wciągająca. Zawieść się nie zawiodłem, gra jest przyjemna pomimo tego, że bardzo nawiązuje do swojej poprzedniczki (a może właśnie dzięki temu?).

goto206: W dzieciństwie miałem książkę "Jak Wojtek został strażakiem". Wojtek bardzo mi imponował, ale ja strażakiem nie zostałem. Inna sprawa, że kierowca śmieciarki, którą widziałem codziennie rano też mi bardzo imponował. Ale przechodząc do rzeczy - gra o strażakach powinna być... fajna. To chyba najwłaściwsze słowo. Powinienem poczuć się jak chłopiec, który chce być strażakiem, a poczułem się jak klient w knajpie, któremu podano odgrzewany, kiepski kotlet.
Against the FireAgainst the Fire


Chilon: Jesteśmy strażakiem i jak to każdy strażak, mamy wspaniałe mięśnie i pijemy dużo mleka, od czasu do czasu zagasimy jakiś pożar. W grze mamy właśnie to od czasu do czasu, bo pożar jest tak wredny, że nie spala nic poza nami, a lgnie do nas przestraszliwie. W zależności od misji musimy uratować ludzi, którzy stoją bezradnie w różnych częściach budynku i rozpaczliwie błagają o pomoc. Co ciekawe ogień się ich nie ima do czasu gdy się nimi nie zaopiekujemy :)

goto206: A właśnie, że nie jesteśmy fajnym strażakiem tylko jakimś pokurczem, który strzela wodnym pistoletem do ognistych potworów. Równie dobrze mógłby strzelać z miotacza ognia do wodnych potworów. Albo do polskich artystów sceny pop.
Against the FireAgainst the Fire


Chilon: Plansze różnią się od Alive-4-ever, gdzie w zasadzie można było chodzić wszędzie, tutaj tak nie jest, pędząc na ratunek musimy zapamiętywać ułożenie pomieszczeń aby móc trafić w bezpieczną strefę.
Gra kosztuje 0,79 euro i zapewnia rozrywkę na długie godziny, może nie zachywca niemiłosiernie bo mnie ta zabawkowa grafika nieco męczy ale od czasu do czasu miło się do niej wraca.

goto206: Do gry wróciłem raz. Żeby ją skasować. Jest plastikowa, nieciekawa, graficznie i muzycznie nie ma w niej kompletnie nic odkrywczego. Ale oddając sprawiedliwość za pierwszym razem przeszedlem ze cztery poziomy, bo gra nieco wciąga. Tak czy siak nie polecam.

ZumoDrive vs Dropbox czyli wojna chmurek

goto206: Zarówno Dropbox jaki i ZumodDrive to serwisy podobne, w zasadzie konkurencyjne. Założenie jest proste - serwis oferuje nam multiplatformowe synchronizowanie plików między różnymi systemami i urządzeniami. Z pewnymi ograniczeniami za darmo. Są też wersje płatne (więcej miejsca, inne możliwości). My skupimy się na wersji bezpłatnej.
Od razu zaznaczę, że dla mnie zwycięzcą jest Dropbox. Ale ostateczna decyzja należy do was. Obrazki ograniczamy do wersji mobilnej, która tak naprawdę przekłada się na wersję stacjonarną.

Chilon: Mnie również bardziej przekonuje Dropbox, chociażby ze względu na to, że jego pliki trzymane są w osobnym katalogu, natomiast pliki ZumoDrive'a widoczne są jako osobno zamontowany dysk. Jakoś mi to strasznie nie za fajnie wygląda.

ZumoDrive


klikklikklik


DropBox


klikklikklik


goto206: ZumoDrive w wersji bezpłatnej oferuje 1 gb wolnej przestrzeni dyskowej i klienta praktycznie na wszystkie systemy. Ja przetestowałem go na Macu, iPhone i nieco na Windowsie. Piszę, że nieco, bo nie udało mi się go uruchomić w pracy bez uprawnień admina. Duży minus. Program się zainstalował, ale nie zdołał zamontować swojego dysku. Bo tu jest zasadnicza różnica między Dropbox a ZumodDrive. Dropbox działa w folderze czy też teczce, a ZumoDrive montuje dodatkowy dysk, chmurkę. Dropbox ostrzega przed brakiem uprawnień w Windows, ale działa. ZumoDrive nie ostrzega i nie działa. W Mac OS X oba działają (wpisując hasło admina), ale bardziej podoba mi się Dropbox. ZumoDrive w zasadzie wszystko wrzuca bezpośrednio na serwer. Dropobox zapisuje w folderze i dopiero synchronizuje z serwerem. Niby to samo, ale jednak działanie Dropboxa jest wygodniejsze.

Chilon: W zasadzie te różnice wynikają z tego, że oba programy mają nieco inne założenia co do synchronizacji danych. ZumoDrive ma oszczędzać miejsce na wielu urządzeniach poprzez trzymanie danych właśnie na serwerze i pobieraniu ich w miarę zapotrzebowania na lokalny komputer. Dropbox po prostu synchronizuje tak aby wszędzie było to samo. Ciekawą funkcją w ZumoDrive jest importowanie muzyki dzięki czemu trzymając ją na serwerze zdalnym możemy ją mieć na wszystkich naszych stacjach roboczych, problem jedynie taki, że synchronizowanie tak dużych materiałów to niestety kwestia czasu, bo łącza u nas niestety są takie jakie są.

ZumoDrive


klikklikklik


DropBox


klikklikklik


goto206: Klient mobilny działa z podobą prędkością i podobną skutecznością. Pliki możemy oglądąć (w tym także formaty audio i video, byle by były obsługiwane przez iPhone'a), możemy je kopiować, przenosić, udostępniać, wszystko w miarę całkiem szybko i wygodnie. Możemy też dodawać zdjecia i to nie tylko z galerii ale i z apararu. Programy są podobne więc tak naprawdę zdecydują nasze preferencje co do wersji stacjonarnej. U mnie nie bez znaczenia były też odczucia estetyczne. Po prostu Dropbox znacznie bardziej mi się podoba. Żaden z klientów mobilnych nie zapisuje plików, więc za każdym razem musimy je sciągnąć do podglądu. Oba mobilne programy są za darmo. Wybór pozostawiam Wam.

Chilon: Wersje mobilne faktycznie różnią się zasadniczo tylko wyglądem za wiele na nich nie zdziałamy, są mocno okrojone, możemy wrzucać i pobierać dane (w Dropbox jeszcze super wypas jakim jest kasowanie pojedynczych plików). Oba programy posiadają przydatną funkcję udostępniania katalogu dla innych osób dzięki czemu możemy wymieniać się plikami z innymi użytkownikami serwisu i to jest w sumie jedyna przydatna dla mnie funkcja tych programów. Biorąc pod uwagę to, że Dropbox daje nam na dzień dobry dwukrotnie większą przestrzeń to nie ma się nad czym zastanawiać bo ZumoDrive niestety niestety jest taki jakiś mniej przyjazny jeśli chodzi o użytkowanie.

Mr. Driller - cukierkowa niby klasyka



Chilon: Gra mi strasznie przypomina grafiką starą grę z Nintendo Dr. Mario, w zasadzie kiedy tylko zobaczyłem grafikę stwierdziłem, że muszę ją mieć. Nawet nie wiem dlaczego gra wydaje mi się bardzo podobna. Może przez tą wesołą piskliwą muzyczkę? Nie mam pojęcia - gra jest niemiłosiernie dobra i nic tego nie zmieni.

goto206: Nie ma wątpliwości, że gra przypomina pozycje nieco klasyczne. Innymi słowy ma niewyszukaną muzyczkę, banalną grafikę i grywalność na poziomie Atari. I niestety nic tego nie zmieni.



Chilon: Jedyne co robimy w grze to kopiemy, sterujemy małym Panem Drillerem, który swoim młotem pneumatycznym rozwala kolorowe bloki. Niby proste jednak tak tylko się wydaje, ja w sumie po wielu próbach nie dokopałem się jeszcze 500m chociaż wiele razy byłem blisko :)

goto206: Jak dla mnie metody są dwie. Albo lecimy ostro w dół i liczymy na refleks i szczęście. Albo też schodzimy powoli, myślimy nad każdym ruchem i uważamy, żeby nie zginąć. Te opcje można też opisać inaczej. Albo gramy szybko i nużąco, albo wolno i nudno.



Chilon: Grafika jest cukieraśna, muzyka mocno podkreśla to, że chodzi o zabawę nie szlifowanie wyniku, jak dla mnie rewelacja. Do tego to wszystko za całe 0.79 euro!

goto206: Nie jest to jedyna gra za 79 cenciaków. I na pewno nie jest nawet w pierwszej pięćdziesiątce gier wartych zakupu w tej cenie. Nie jest ani oryginalnie, ani ciekawie. Takie gry były świetne jak komputer miał 8 bitów i przy wgrywaniu gry za pomocą magnetofonu nie wolno było tupać. Jednocześnie nie kojarzy mi się w żaden sposób na tyle miło, żeby grać w nią z sentymentu. Pozostaje więc pytanie: po co wydawać to 79 eurocentów? Jak dla mnie po nic. Odradzam.

Nike+ vs. MotionX GPS

NIKE+



Chilon: To że spędzamy masę czasu przed komputerem nie koniecznie oznacza, że totalny bezruch to nasze idealne środowisko bytowe. Nikt pewnie nie lubi zadyszki przy wnoszeniu zakupów po schodach a każdy pewnie tęskni za kondycją z lat dzieciństwa, jedyny problem to motywacja.







Chilon: Nike+ to nie jest zwykły gadżet, wydawało by się, że to najzwyklejszy na świecie krokomierz, bo w sumie tak się zachowuje, jednak tak nie jest. Minusem tej zabawki jest to, że w zasadzie jeśli ktoś chce biegać powinien mieć iPoda, sensor oraz ... no niestety buty Nike przystosowane do załadowania do nich sensora. Biorąc pod uwagę, że sensor jest dość skomplikowany w budowie (wnętrze, bo z zewnątrz wygląda banalnie) można by sądzić, że taki komplet to po prostu mus, jednak jeśli mamy już dobre buty biegowe, można poradzić sobie za pomocą foliowej torebki.







Chilon: Minusem torebkowej wersji jest to, że czasami trzeba chwilę się pomęczyć, aby dobrze zawiazać buta tak aby sensor po drodze nam nie wypadł. Niemniej jednak jeśli mamy już dotowy "zestaw" możemy zacząć biegać ... no prawie, bo czeka nas jeszcze kalibracja. Ulotki zawierają informację, że standardowo Nike+ nie wymaga kalibracji i podaje poprawne dane dla większości ludzi, jednak u mnie rozbieżność potrafiła wynosić ponad 50 metrów na odcinku kilometra, to niestety jest bardzo dużo, więc zalecam kalibrację. Tak czy siak musimy przyzwyczaić się do biegania z motywatorem, a kalibracja w sam raz się do tego nadaje.



Nike+Nike+Nike+




Chilon: Jeśli już mamy skalibrowany sprzęt ustalamy sobie odpowiedni trening i biegniemy, w słuchawkach leci nasza muzyka, a od czasu do czasu odzywa się głos, który informuje nas o postępach w treningu. Kiedy tylko przekroczymy połowę trasy rozpoczyna się odliczanie, które w końcowej fazie jest znacznie intensywniejsze co bardzo pobudza, kiedy nie mamy już sił a musimy dotrwać do końca. Jeśli w trakcie biegu chcemy sprawdzić aktualny stan wystarczy obudzić na chwilkę iPod'a a usłyszymy wszystkie dane dotyczące aktualnego biegu.



Nike+Nike+Nike+




Chilon: No ok, do tej pory wygląda na to, że Nike+ to gadający krokomierz z obsługą listy odtwarzania w iPodzie, jednak nic takiego wodotryski dopiero się zaczynają ;) Po skończonym biegu podpinamy iPod'a do komputera a nasze informacje o biegach ładowane są na serwer (o ile założymy sobie konto) gdzie możemy je sobie analizować, porównywać postępy i oczywiście szpanować tym gdzie się da ;)











Chilon: Strona Nike+ to prawdziwy kombajn, który przyda się zarówno wprawionemu biegaczowi jak i dopiero początkującym osobom. Możemy sobie zaplanować plan treningowy dzięki któremu nasze bieganie będzie przynajmniej miało odrobinę bardziej profesjonalny wygląd, dodać nasze trasy na mapę (klikając ręcznie), ustalić wyzwanie które chcemy osiągnąć, łączyć się w grupy, aby osiągnąć jakiś cel lub wygrać wyzwanie, ogólnie masa możliwości.











Chilon: Prawie zapomniałbym o najistotniejszym elemencie ... Do naszego profilu w Nike+ możemy dodać sobie naszego MINI - to taka dziwaczna postać, która robi przeróżne rzeczy, a przy okazji pod nią wyświetlane są nasze rezultaty treningów. Jest też wersja mniej atrakcyjna, ale równie użyteczna w formie zwykłej tabelki aktualnymi wynikami treningu. Obie te rzeczy możemy wstawić w dowolne miejsce na stronie swojej stronie o ile takową posiadamy :)















Chilon: Najważniejszą jednak rzeczą w tym wszystkim jest to, że nie trzeba być rasowym biegaczem aby biegać, ważne aby sprawiało nam to masę przyjemności a ten gadżet z pewnością w tym pomoże. Jedno jest pewne, z pigułą w bucie/na bucie/przy bucie mamy +10pkt do lansu ;)





KlikKlikKlik




MOTIONX GPS



goto206: Zacznijmy od tego, że to nie takie same programy i nie dokładnie takie same jest ich przeznaczenie. Bardziej trafne byłoby porównanie Nike+ z RunKeeper, ale po pierwsze RunKeepera nie używam, a po drugie po co robić porównania zupełnie proste. Dodam od razu, że Nike+ nigdy nie używałem i nie wiem jak działa.

MotionX to niewątpliwie kombajn. Robi dużo, nawet bardzo dużo jeżeli chodzi o nawigację GPS, ale zaznaczmy od razu, że daleko jest od programów typu AutoMapa. Po prostu do czego innego służy. Jeżeli jesteś zdziadziałym leniem, któremu nie chce się szukać drogi i który lubi damski, miękki głos prowadzący do celu (teraz skręć w lewo Misiaczku), to MotionX nie jest dla Ciebie. Jeśli natomiast jesteś wytrwałym biegaczem, piechurem lubiącym przełaje - będziesz w siódmym niebie.





KlikKlikKlik




goto206: MotionGPS prowadzi do celu. To działanie tego programu w skrócie. Działa jako bazujący na GPS kompas, pokazując dokąd zmierzać zarówno przez wskazanie kierunku jak i pokazując położenia na mapie. Mamy do wyboru zarówno Google Maps jak i OpenStreet Map, obie oczywiście pobieramy na bieżąco z internetu lub zapisujemy wcześniej w pamięci podręcznej. Do celu prowadzą nas czytelne linie i wskazania kompasu. Ponieważ nastawieni jesteśmy na przełaje, więc linia jest prosta pokazując drogę najkrótszą.



KlikKlikKlik




goto206: A teraz coś dla biegaczy. Wraz z wciśnięciem stopera MotionGPS zaczyna rejestrować nasze położenie i całą przebytą trasę. Po zakończeniu możemy podzielić się naszymi osiągnięciami przez maila, na Twiterze i Facebooku. Możemy też obejrzeć nasze osiągnięcia w jakimś stacjonarnym programie typu TrailRunner. Program generuje pliki zapisu tras GPS, więc w zasadzie odpali w każdym programie, który czyta takie pliki XML. A jest ich aż nadto. Możemy też zobaczyć naszą trasę w Google Maps, w formie wzbogaconej przez sam program. Widzimy więc różnice wysokości, średnie prędkości i tysiąc innych bajerów.

Ale co w trakcie biegania? Bardzo wygodna jest wbudowana blokada klawiatury, która wygasza ekran i zapobiega przypadkowemu wyłączeniu programu. Dodatkowo autorzy zdecydowali się na wbudowanie obsługi iPoda, więc muzykę możemy ustawiać bez wyłączania programu.

Trasy są zapisywane, możemy je oczywiście edytować, zmieniać nazwę, dodawać zdjęcia do tras (ot tak, by nie zapomnieć miejsc, w których byliśmy). A żeby dojść do sedna porównania. Za pomocą stacjonarnych programów możemy trasami dzielić się z innymi, co zdaje się jest główną zaletą Nike+. Oczywiście nie podzielimy się z innymi użytkownikami Nike, ale czy jest to naprawdę konieczne? Z drugiej strony właściciele Nike+ też się z nami nie podzielą trasą swojej niedzielnej wycieczki rowerowej ;)

Program kosztuje 3 dolary. Mniej niż Nike+, a możliwości jest znacznie więcej. Nike+ to fajny gadżet, naprawdę fajny, szczególnie jeśli mamy cały kompatybilny zestaw. Ale iPhone plus MotionX z powodzeniem go zastępuje, przy znacznie niższej cenie i odrobinę mniejszym poziomie lansu.



PODSUMOWANIE:



goto206: Nike+ nie używałem. Ale czytając opis wygląda mi na niezły bajer. Pozostaje pytanie - na ile potrzebne nam są bajery do biegania. Pozostaje więc kwestia gustu. Znam biegaczy, dla których już bieganie z iPodem jest grzechem, a takie wodotryski świadczą wyłącznie o tym, że nie za bardzo nam się chce biegać. Tak całkiem na poważnie - nie będę uparcie bronił wyższości MotionX, bo wcale nie uważam, że jest lepsze. Jest po prostu inne. Prawda jest taka, że opis Chilona przeczytałem po napisaniu własnej recenzji, ale jak poczytałem na temat Nike+ to jestem pod pewnym wrażeniem. Wybór pozostawiam Wam. Fajnym rozwiązaniem jest też posiadanie i tego i tego ;)



Chilon: Ja z kolei nie używałem MotionX, w sumie zawsze chciałem pobegać z czymś co będzie śledziło moją trasę tylko w sumie nie wiem po co, bo trasę biegową mam jedną i wyklikałem ją w panelu Nike+ w kilka sekund ;) Nike+ nadaje się w sumie tylko do biegania, tylko lub aż, bo to elektroniczny trener-popędzacz, jeśli ktoś lubi biegać nie zawiedzie się na nim (pomijam biegaczy, którzy nie tolerują słuchawek w uszach, oni nie są gadżeciarzami więc nas nie zrozumieją :) ). MotionX z kolei jest bardziej wszechstronny, to kompan na spontaniczne wyprawy, można z nim chodzić, biegać i jeździć. Ja nie potrafię sobie wyobrazić biegu bez muzyki, dobrze dobrana playlista pomaga mi pokonać trasę utrzymując stałe tempo a z "power song" nawet jeszcze nie korzystałem, zupełnie tak samo jak z połowy rzeczy dostępnych na stronie Nike+. W zasadzie nie ma różnicy z czego będziemy korzystać, ważne aby sprawiało to nam przyjemność.

1Password Pro - dla lubiących bezpieczeństwo


goto206: Licencję 1Password dostałem kiedyś za darmo. Potestowałem i wyrzuciłem, jakoś nie miałem przekonania. Po roku wróciłem do programu i aktualnie jestem użytkownikiem zakupionej wersji 3.0 jakoś nie wyobrażając sobie życia bez tego programu. Tym bardziej ucieszyłem się z wersji dla iPhone'a.

Chilon: Ja bardzo sceptycznie podchodziłem to tego oprogramowania, no bo jak powierzyć jakiemuś programowi wszystkie moje hasła? Program dla leniwców - takie były moje pierwsze skojarzenia, obecnie nie wyobrażam sobie bez niego pracy.

IMG_0270


goto206: Program synchronizuje się z wersję desktopową albo możemy wklepać hasła ręcznie. Pierwsze zabezpieczenie to kod pin podawany przy każdym starcie programu (a także wtedy gdy np ktoś zadzwoni i na chwilę wyjdziemy z programu). Drugie zabezpieczenie to tzw master password. Dla każdego wpisanego hasła możemy ustawić zabezpieczenie hasłem głównym bądź też je wyłączyć.

Chilon: Wersja mobilna ma w sobie coś więcej niż wersja dla Mac'a, no dobra może nie więcej ale zdecydowanie pomaga leniwcom. Nie trzeba się męczyć na dotykowej klawiaturze przy wpisywaniu skomplikowanych haseł, bardzo ułatwia to życie.

IMG_0272


goto206: Program oferuje wszystko co wersje komputerowa. Zapisuje hasła, tożsamości, dane kart kredytowych czy numery seryjne programów. Wszystko jest ułożone alfabetycznie i bardzo czytelnie. Dodatkowo dysponujemy generatorem haseł (jeśli ktoś lubi baaaardzo trudne)

Chilon: I tu kolejne pytanie czy chcemy trzymać wszystkie nasze dane w jednym miejscu zabezpieczone tylko jednym hasłem? W sumie dlaczego nie, bez tego hasła i tak dane są bezpieczne a tak przynajmniej mamy wszystko w jednym miejscu i jest to nasza kieszeń ;)

IMG_0274


goto206: Na sam koniec sprawa najważniejsza. Program teoretycznie integruje się z Safari. Niestety nie jest jak w wersji komputerowej, ale i tak jest nieźle. Po pierwsze możemy włączyć przeglądarkę z poziomu aplikacji, a ta sama wypełni potrzebne, zapisane dane. Po drugie zaś w Safari można dodać specjalny bookmarklet, który w momencie wejścia na stronę wymagającą hasła pozwoli nam przenieść się do aplikacji i skopiować bądź wpisać właściwe dane.


IMG_0273


goto206: Program nie jest tani - kosztuje 5,99 euro. Oczywiście w wersji Pro, wersja normalna jest tańsza, ale nie oferuje pełnej funkcjonalności, jak chociażby możliwości zastosowania bookmarkletu. Jak dla mnie program jest rewelacyjny, prosty, stabilny i skuteczny. I naprawdę umożliwia zachowanie wysokiego bezpieczeństwa. Dla przykładu - dlaczego nie wybieramy trudnych haseł? Bo nikt ich nie jest w stanie zapamiętać, a nie zawsze wklepujemy je w komputerze, który je zapisał. Z iPhone'em i 1Password w kieszeni to już nie problem, hasła możemy ustawić dowolnie trudne i trzymać je zawsze przy sobie w bezpieczny sposób.

Chilon: Zdecydowanie soft do tanich nie należy, w sumie to cena jest prawie zrównana z ceną wersji na Mac'a (przynajmniej do czasu końca promocji) jednak nie ma się co dziwić, bo nie ustępuje on swojemu większemu bratu w niczym jest tak samo funkcjonalny. Tak więc jeśli ktoś korzysta z przeglądarki w iPhone/iPod'zie to ten soft bardzo mu się spodoba.