Pokazywanie najnowszych 8 z 10 postów z archiwum wrzesień 2009. Pokaż starsze posty
Pokazywanie najnowszych 8 z 10 postów z archiwum wrzesień 2009. Pokaż starsze posty

The Creeps - pokonaj koszmary z dzieciństwa

The Creeps!


Chilon: Ten tytuł to jeden z lepszych klasycznych gier TD w jakie miałem okazję grać na iPod'zie. Niby nic szczególnego a bawi od pierwszych sekund gry. Oczywiście zabawa zabawą ale mamy w niej poważną misję do wykonania, nie możemy dopuścić potworów do łóżka, w którym śpi dziecko.

goto206: Ten tytuł to tylko kolejny TD na telefon/iPoda. Nic szczególnego. Chociaż jak to TD nieco wciąga. Prawda jest taka, że jakbym zagrał najpierw w to, a później w StarDefense, to pewnie bym się zachwycił. A tak zobaczyłem to samo w innym wydaniu.

The Creeps!The Creeps!

Chilon: Plansze są bajecznie kolorowe, ale nic w tym dziwnego bo przedstawiają sen małego osobnika, z jakże bujną wyobraźnią. Potwory są przeróżniaste w zależności oczywiście od planszy(snu), a bronie jakimi będziemy je zwalczać również są dostępne w różnych wariantach.

goto206: Niewątpliwie grafika jest mocną stroną tej gry. Zasada jest prosta. Z mrocznych otchłani wypływają liczne potwory, które mają przestraszyć naszego małego śpiocha. Podążają zawiłą ścieżką, na której my stawiamy przeszkody w postaci dziwnych broni palnych. Owe narzędzia zagłady radzą sobie same zabijając wszystko co popadnie. W międzyczasie możemy skierować je na różne straszne kamory, groby i inne bzdety, które mogą wystraszyć tylko pięciolatka po za dużej dawce pokemonów.


Chilon: Oprócz standardowych broni mamy do dyspozycji jeszcze kilka ruchomych jak UFO czy olej, którymi steruje się ruszając iPodem sieją one zdecydowanie większy zamęt niż standardowa wieża. Grafika jest bardzo sympatyczna dźwięki jeszcze potęgują ten efekt dzięki czemu gra wciąga na długie godziny. Co prawda czasami potrafi wyprowadzić z równowagi jednak miło się do niej wraca kiedy już ochłoniemy. Obecnie kosztuje 0,79 euro i jak za tak dopracowaną grę to bardzo dobra cena.

goto206: Nie mogę powiedzieć, że gra nie wciąga. Mnie dźwięki zmęczyły, są dość zabawne, ale na dłuższą metę mocno monotonne. Cena jak najbardziej adekwatna. Polecam, nie polecam, sam nie wiem. Może się podobać, a może irytować. Pozostanę przy moich mieszanych uczuciach.

Samurai - droga wojownika

Samurai


Chilon: W AppStore strasznie trudno dorwać coś co ma tak odmienny sposób sterowania do tego o dziwo bardzo wygodny, gra pod tym względem wprost zadziwia bo obsługujemy ją dokładnie jednym palcem. To w sumie podstawowa rzecz, która przez chwilę wydaje się być genialna ale szybko o niej zapominamy bo sama gra jest jeszcze lepsza!

goto206: Hmm... widzę, że zaczynamy od konkretów. Mnie się sterowanie nie podoba. Biega mój samuraj jak porąbany w te i wewte. Ja chcę się bić, on chce biegać. Skłamałbym mówiąc, że sterowanie jest wygodne i intuicyjne. Ale to nic. Ta gra jest po prostu świetna.

SamuraiSamuraiSamurai


Chilon: Wcielamy się tutaj w ... no właśnie samuraja, który samotnie walczy z napotkanym złem. Fabuła gry może nie jest oryginalna bo w zasadzie fabuła wszystkich filmów o samurajach jest dokładnie taka sama ale chodzi o to, że wszystko jest pięknie zlepione do kupy i gra się dzięki temu jeszcze przyjemniej. Jedyną trudnością jaką musimy pokonać to nauczenie się specjalnych ciosów/gestów, które w późniejszych fazach trzeba bardzo szybko wykonywać aby nie zginąć.

goto206: Owszem, fabuła to nie najmocniejsza strona tej gry. Grywalność też nie. Więc o co chodzi? Odpowiedź jest bardzo prosta. Klimat. Muzyka, oprawa, grafika. To wszystko powoduje, że gra jest inna, ciekawa i oryginalna. Przy wszystkich wadach jest po prostu wciągająca.

SamuraiSamuraiSamurai


Chilon: Gra do najdłuższych nie należy, można ją przejść w mniej niż godzinę jednak wrażenia są niesamowite. Grafika jest genialna utrzymana w komiksowym stylu a muzyka kojąco uspakajająca. Do tego oczywiście dochodzi wszędzie bryzgająca krew ... tak dużo krwi ... to zdecydowanie dodaje odpowiedniego klimatu ;)
Obecnie aplikacja jest dostępna w cenie 0,79 euro i z pewnością jest godną polecenia pozycją.

goto206: Znowu wracam do klimatu. Komiksowe wstawki są genialne. One w znacznej mierze decydują o tym, że gra jest wciągająca. Grałem w wiele gier i wiele z nich miało różne wstawki prezentujące fabułę. Ale w Samuraju są po prostu rewelacyjne. I mimo, że gra nie daje wielu godzin zabawy warto wydać na nie drobne 0,79 euro. Polecam :)

Star Defense - gwiezdny TD

Star Defense


Chilon: Gry typu TD nie ważne jakie by nie były, zawsze wciągają, w zasadzie ciężko byłoby wymyślić grę tego typu, która nie przypominała by innych. Mimo to Star Defense wydaje się być jednak nieco inna, nie mamy tutaj płaskiej planszy z drogą po której będą poruszać się przeciwnicy, mamy tutaj kulę, w zasadzie to nawet nie zawsze, po prostu walczymy na małej gwieździe :)

goto206: Zgadzam się, w przypadku TD źródłem sukcesu będzie odmienność. W tym przypadku nasze zadania skupiają się wokół obrony gwiazdy (choć raczej całkiem małej planety). Pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło to Gwiazda śmierci z Gwiezdnych wojen, chociaż w tej sytuacji musielibyśmy się stawiać raczej w pozycji imperatora. Nie wykluczam jednak, że autor gry jest fanem sagi Georga Lucasa.

Star DefenseStar Defense

Chilon: Pod względem rozrywki oczywiście za wiele sama gra nie wnosi, no może tyle, że w zupełnie inny sposób w pewnych sytuacjach patrzymy na rozstawianie naszych dział, gdyż obszar obstrzału jest trójwymiarowy, tak więc zanim postawimy jakąś broń to warto zobaczyć czy czasami na całej gwieździe nie ma czasami lepszego miejsca.

goto206: Na początku nie ma większego znaczenia gdzie postawimy działo bo i tak każde zadziała. Potem zaczyna się liczyć taktyka i warto się rozejrzeć. Ale o co naprawdę chodzi w grze? Mamy najeźdźce. Najeźdźca chce zaatakować naszą planetę. Na szczęście jest tak miły, że puszcza swoich żołnierzy określoną trasą a naszym zadaniem jest poustawiać po drodze działa, działka, armatki i inne cuda, które powstrzymają coraz to nowe potwory. Niby proste i banalne, a wciągające.


Star DefenseStar Defense

Chilon: Sterowanie jest bardzo wygodne, czasami w pośpiechu można faktycznie przez przypadek postawić jakąś wieżyczkę ale to sporadyczne przypadki. Bardzo fajną opcją jest swobodne przybliżanie/oddalanie od planety dzięki czemu precyzyjniej można ustawiać działka. Grafika jak dla mnie jest świetna, może nie rewelacyjna ale bardzo porządna. Jeśli chodzi o muzykę nie można w sumie powiedzieć nic złego jednak jest ona lekko zbyt bardzo uspakajająca, czasami po prostu potrafi uśpić. Gra kosztuje niewiele bo 0,79 euro i zdecydowanie jest warta tej ceny.

goto206: W tym właśnie rzecz. Grze trudno postawić jakieś wyraźne zarzuty. Na pewno nie jest to genialne, wybitne dzieło, kamień milowy w świecie gier. Ale to dobry kawałek rzemiosła, dopracowany, ciekawy, wciągający. A przy tym niedrogi. I jak na moje oko należy to docenić.

Kissing Frenzy - całuśna gierka







kissing frenzy



Chilon: Na tę gierkę czekałem długo z kilku powodów jednym z nich była ciekawość co mała wielka firma z Wrocławia pokaże jeśli chodzi wypuszczanie swoich produktów na iPhone'a i przyznam, że nie rozczarowałem się.

goto206: Ja na tę grę nie czekałem. Z Wrocławiem, a tym bardziej z małymi wrocławskimi firmami nie mam żadnych związków. Lubię piwo w Spiżu na rynku we Wrocławiu. A do Chilona się przyzwyczaiłem ;)









kissing frenzy

kissing frenzy

kissing frenzy



Chilon: W grze wcielamy się w całuśnego komiwojażera pędzącego od miasta do miasta aby uszczęśliwiać kobiety. Zasada gry jest prosta, skaczemy z budynku i całujemy wszystkie napotkane wyglądające z okna kobiety. Proste prawda? ;)
Na początku oczywiście wszystko jest proste, potem oczywiście zaczynają się przeszkody, koty, psy, obrzydliwi faceci, parapety, no koszmar, ale oczywiscie z czasem dochodzimy do wprawy i nic nas nie powstrzyma przed naszym celem!

goto206: Idea jak najbardziej szczytna. Zawsze jestem zwolennikiem całowania kobiet szczególnie jeżeli ilość idzie w parze z jakością. W tym przypadku tak jest - wszystkie kobiety, które całujemy są równie ładne. Trudno, żeby było inaczej skoro są identyczne.









kissing frenzy

kissing frenzy

kissing frenzy



Chilon: A naszym celem jest zebranie odpowiedniej ilości całusów, w przeciwnym wypadku nikt na nas nie będzie czekał na dole i pozostawimy po sobie tylko dziurę w betonie. Na szczęście gra ta jest skierowana maksymalnie na rozrywkę więc nie należy się przejmować, że poziom nam nie poszedł, bo zawsze możemy go powtórzyć. Kiedy już zirytujemy się do granic możliwości możemy przerwać rozgrywkę i wrócić kiedy negatywne emocje dotyczące gry opadną.

goto206: I tu dochodzimy do sedna. Treść ma tu zupełnie drugorzędną rolę. Nie ma znaczenia czy to facet spadający z bloku całuje kobitki czy też cegła lecąca z balkonu ma strącać doniczki. To zwykła zręcznościówka, a sposób zdobywania punktów nie jest ważny. Czy to dobrze, oceńcie sami.









kissing frenzy

kissing frenzy

kissing frenzy



Chilon: Pomimo, że sterowanie naszym bohaterem jednak pozostawia trochę do życzenia, gdyż ciężko wyczuć jego prędkość lotu od okna do okna, to gra nie posiada większych minusów, wręcz przeciwnie jest dopracowana do granic możliwości. Grafika jest przecukieraśna, muzyka zabawna i nawet odgłosy całusów się nie nudzą.
Aplikacja jest dostępna za ... 0,79 euro co jest po prostu szokiem porównując wykonanie do innych produkcji. Gorąco polecam!

goto206: Ta gra jest jak dla mnie mdła. Niby słodka, niby kolorowa, a mdła. Nie wciągnęła mnie, ale też nie zniechęciła gwałtownie. Może zainteresować, ale nie musi. Jest mdło. I nawet nie ma zombie. Nie polecam, nie odradzam, bo lekko mnie mdli.

Attack of dust bunnies - czyli króliki irytują







dust bunnies



goto206: W Polsce nie funkcjonuje żadne zwierzątko odpowiedzialne za tworzenie kurzu. Tak mi się przynajmniej zdaje. Okazuje się jednak, że w jakiejś bliżej mi nie znanej kulturze za powstawanie kurzu czyni się odpowiedzialnymi biedne, małe króliczki. Nie do końca znam mechanizm tworzenia przez nich kurzu, ale podejrzewam jakąś niezwykle skomplikowaną metodę wyładowań elektrostatycznych na futerku, które ściągają brud z całej okolicy i pozwalają pokryć nim wszystkie zakamarki naszego otoczenia. Wiedziony tą miejską legendą młody twórca postanowił wykorzystać ją do stworzenia gry dla iPhone'a. I to był błąd.

Chilon: Zdecydowanie jeśli ten programista lubi przyrodę to mógłby się zająć hodowlą jedwabników.







dust bunnies

dust bunnies


goto206: Zasada gry jest prosta. Po naszej okolicy grasują niezwykle niebezpieczne (i uzbrojone) kurzowe króliki. Naszym zadaniem jest pozbyć się ich jak najszybciej i jak najskuteczniej zanim zaatakują nas śmiertelnymi, cuchnącymi brudem i kurzem zębiskami. Pomysł niezwykle prosty, a proste pomysły czasami się sprawdzają. Ale nie tym razem.

Chilon: Ta gra nie ma sensu, zmusiłem się nawet do zabicia pierwszego bosa i żałuję tych 5 minut gry.







dust bunnies

dust bunnies


goto206: W pierwszym momencie grafika nie robi aż tak dużego wrażenia jak chwilę potem. A chwilę potem robi owszem duże wrażenie. Takiej tandety dawno nie widziałem. Rysunki są po prostu kiepskie, atakujące na króliki rozpływają się w ogromnych pikselach, otoczenie jest nudne, wręcz nie dostrzegamy szczegółów. Chciałbym powiedzieć coś o muzyce i dźwiękach, ale jest mi trudno, bo włączyły się nie wiedzieć dlaczego dopiero po kilku minutach gry, dosłownie sekundę przed tym jak moja irytacja sięgnęła zenitu i wyłączyłem grę.

Chilon: To nie tylko grafika, to ogólna koncepcja przedstawienia planszy na której znajduje się rozgrywka. Wspominał już ktoś o beznadziejnej grafice? Co do muzyki to mnie się z kolei wyłączała sama kiedy chciała.






dust bunnies


goto206: Nie będę wnikał w meandry gry (o ile jakiekolwiek są). Nie będę pisał o jej sterowaniu i grywalności, bo szczerze wierzę, że zaufacie mi i po prostu nie wydacie na nią tych kilku centów. Krótko mówiąc pozycja obowiązkowa - do zignorowania.

Chilon: Gra kosztuje 0.79 euro, napisałbym więcej o tej aplikacji ale musiałbym się wykropkować.

Calineczka - baśniowie mikroblogowanie







calineczka



goto206: Na tę pozycje czekałem od dawna. Lubię blipa, zdecydowanie bardziej niż twittera, ale korzystanie z mblipa strasznie mnie irytowało. Ciagle logowania, jakieś dziwne błędy. Zdecydowanie aplikacje webowe są nie dla mnie. Kiedy przeczytałem zapowiedź Calineczki wręcz nie mogłem się doczekać jej premiery. Od razu powiem, że calineczka nie zawiodła moich oczekiwań.

Chilon: Również z niecierpliwością czekałem na ukazanie się tej pozycji, gdyż miałem nadzieję, że będzie to świetnie dopracowany apps, który sprawi, że już nigdy nie będę musiał korzystać z m.blip'a. I od razu powiem, że bardzo mnie rozczarowała ta aplikacja.








calineczka

calineczka



goto206: zacznijmy od strony wizualnej. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ale mnie się podoba. Jest elegancko i czytelnie, prosto o jednocześnie efektownie. Dla mnie bomba.
Walory użytkowe również nie zawodzą. Szczególnie zachwycił mnie znak # służący do tagowania wpisów i umieszczony centralnie nad klawiaturą. Genialne w swojej prostocie. Oczywistym brakiem, na który narzekają chyba wszyscy jest brak dodatkowego okna na rozmowy prywatne. Jeśli ktoś napisze bezpośrednio do nas to będziemy musieli to odszukać w gąszczu naszego kokpitu. Ciekawym pomysłem jest podręczna lista obserwowanych przez nas osób, co czyni z calineczki jedyny w swoim rodzaju blipowy komunikator. Dodatkowo można w wygodny sposób wprowadzić do naszych wpisów zdjęcia czy obrazki, zarówno już zapisane jak i z aparatu.

Chilon: Wizualnie faktycznie jest ok, ciemne kolory jasny tekst, no prawie jak mój terminal w wyglądzie "PRO". Ogólnie nie widzę w tej aplikacji nic, co by w jakimkolwiek stopniu polepszało mi korzystanie z blipa w stosunku do jego wersji mobilnej. No dobra, może faktycznie ten guzik do tagowania to fajny pomysł. Ale w sumie na tym się kończy.








calineczka

calineczkar



goto206: Negatywnie zaskoczyła mnie cena. Prawie 4 euro za taką aplikacje to chyba dość dużo - pomyslałem w pierwszym momencie. Ale czy tak jest rzeczywiście pokaże czas, to czy i w jakim kierunku aplikacja będzie rozwijana. Marzą mi się powiadomienia push, nie o wszystkim oczywiście, ale chociaż o prywatnych wiadomościach. Jak na razie uważam, że mobilne mikroblogowanie zmierza w dobrym kierunku, a na autorze, bądź co bądź rodaku na obczyźnie, nie ma co oszczędzać.

Chilon: Tak, cena jest wręcz kosmiczna jak za zmodyfikowaną przeglądarkę otwierającą tylko jedną stronę, no ale cóż trzeba się cenić. Programista calineczki ceni się jak widać bardzo. Jak na dzień dzisiejszy nie jest to dla mnie opłacalny zakup, ale może z tego względu że od wersji mobilnej blipa nie oczekuję zbyt wiele i m.blip mi w zupełności wystarczał.

Remote Jr - młodszy brat pilota dla Maca







remote jr



goto206: Często zdarza mi się być leniem, właściwie permanentnie. W takiej sytuacji obsługa komputera za pomocą telefonu wydaje się dobrym pomysłem. Każde jednak rozwiązanie ma swoje wady. VNC nie zawsze jest potrzebny, a na iPhonie wygoda nie jest szczególna. Pilot umie niewiele. Korzystanie z myszki nie zawsze wystarcza. Remote Jr w zasadzie rozwiązuje te problemy.

Chilon: Co do lenia to ma go każdy, tylko nie każdy o tym wie i zdecydowanie nikt się do tego nie chce przyznawać. Faktem za to jest to, że pilot dołączany do Maców jest prosty i ogólnie nie często się przydaje, mój dla przykładu leży ... nawet nie pamiętam gdzie ;)







remote jr


goto206: Program wymaga zainstalowania i prostej konfiguracji serwera na komputerze. Jeżeli chcemy używać programu poza siecią wewnętrzną to będziemy musieli przekierować porty na routerze (o ile takowy posiadamy), w innej sytuacji wystarczy nam bonjour.

Chilon: Prostota konfiguracji to to co tygryski lubią najbardziej. Program nie jest od tego żeby go konfigurować tylko aby z niego korzystać i tak ma pozostać!







remote jr


goto206: W orientacji pionowej program wygląda jak pilot od maca. I tak też działa. Dodatkowo mamy dostęp do wszystkich programów, do programów aktualnie włączonych i spotlight'a. Oczywiście sam pilot także działa. Programy możemy uruchamiać bądź wyłączać, przytrzymanie przycisku play pozwala wyłączyć bądź uśpić naszego Maca. Prawda, że proste?

Chilon: Proste ale w zasadzie i tak trzeba się chwilę przyzwyczajać, ale gdy nasz leń jest silniejszy od niechęci przywykania do nowej aplikacji to zdecydowanie damy sobie radę.







remote jr


goto206: Ciekawie robi się dopiero po odwróceniu telefonu do orientacji poziomej. Zmienia się wtedy w klienta VNC (no powiedzmy). W tej pozycji możemy ekran powiększać i zmniejszać, klikać jego poszczególne elementy, korzystać z klawiatury - jednym słowem robić wszystko czego chcemy. Problem jest jeden. Jeżeli próbujemy klikać coś w docku, to lepiej się pospieszmy, bo natychmiast wyskakuje dolne menu z dostępem do klawiatury i sterowania. Funkcje są niezwykle potrzebne, ale szkoda, że przysłaniają część pulpitu. Jako bonus możemy sobie zrobić zdjęcie naszego pulpitu.

Chilon: Widok puplitu to bardzo ale to bardzo fajna sprawa i w sumie tylko dzięki niemu ten soft jest zdecydowanie lepszym rozwiazaniem od innych dostępnych pilotów.







remote jr


goto206: Remote Jr kosztuje prawie 4 euro, wersji Lite 0,79 euro (a to ci nowość, płatna wersja Lite). Program ma pewne niedomagania, ale jednak jest świetny, bo po prostu robi dużo i skutecznie. Nawet jeżeli jest młodszym bratem pilota, to genialnym młodszym bratem, bo umie wiele, wiele więcej. Ja polecam, wy oceńcie.

Chilon: No cóż aplikacja jest warta tyle ile ktoś jest gotów za nią zapłacić a 4 euro to może nie pikuś (Pan Pikuś), ale też nie koniecznie jakiś majątek. No ale cóż możemy zrobić w końcu człowiek jest po to aby czasami mieć lenia, a o swojego lenia trzeba dbać aby było przyjemnie :)

Spider - zostań pająkiem







Spider



Chilon: Ta gra to bardzo ciekawa propozycja, gdyż ciężko w AppStore trafić na coś z tak oryginalnym pomysłem. Zacznijmy od tego, że jesteśmy pająkiem, który bardzo lubi jeść, a jeść musi aby nie paść trupem. W tym celu udaje się on do pewnej posiadłości gdzie ma wręcz idealne warunki gdyż posiadłość jest opuszczona.

goto206: Pomysł jest rzeczywiście rewelacyjny. Oczywiście pająk zombie byłby ciekawszy ale nie można mieć wszystkiego.








Spider

Spider


Chilon: Sterowanie jest bardzo przyjemne, pająk idzie w tę stronę na której nacisnęliśmy ekran, jeśli nie chcemy biegać po przedmiotach możemy sobie poskakać i oczywiście najważniejsze zbudować swoje sieci, w które musimy łapać owady.

goto206: Gra jest zdecydowanie bardzo grywalna. Sterownie to sama przyjemność, a chyba każdy chciałby poobserwowac świat z perspektywy owada.








Spider

Spider


Chilon: Mamy do dyspozycji kilka trybów aczkolwiek w zasadzie sprowadza się do trybu odkrywcy gdzie poznajemy sobie na spokojnie posiadłość odkrywając jej mroczne tajemnice, lub też skupiamy się tylko na ilości złapanych owadów. Niezależnie od trybu jaki wybierzemy gra sprawia dokładnie tyle samo przyjemności.

goto206: Nic dodać nic ująć. Dodatkowo gwarantujemy posmak zjedzonych much jeszcze dwie godziny po zakończeniu rozgrywki.








Spider

Spider


Chilon: Grafika jest jak dla mnie po prostu rewelacyjna, muzyka nie potrafi się znudzić, wręcz zachęca do gry do tego ten klimat ... po prostu rewelacja. Niestety nie jest to gra za 0.79 euro a za 2.39 jednak zdecydowanie warto na nią tyle wydać.

goto206: Pozycja nie należy do najtańszych, ale jest warta swojej ceny. Chyba, że ktoś ma silną arachnofobie, wtedy serdecznie odradzam, bo gra wprowadza w iście mroczny, pajęczy klimat.