Sheep Abduction - bliskie spotkanie







Sheep Abduction


Chilon: Gra jest w sumie prosta, główne zadanie to porywanie owiec i przenoszenie ich w określone miejsce, gdzie te spokojnie wygryzą kręgi na polu. Do wykonania jest 20 misji a każda następna jest trudniejsza od poprzedniej. Czasami trzeba poważnie się namachać aby się udało.

goto206: Zaletą jest niewątpliwie to, że steruje się za pomocą akcelerometru, a więc machając telefonem/iPodem na boki. Z jednej strony uwalnia to w pewnym stopniu od ciągłego wciskania ekranu (chociaż powciskać też trzeba), a poza tym daje więcej zabawy podczas bujania się razem z naszym gwiezdnym pojazdem.








Sheep Abduction

Sheep Abduction



Chilon: Może się wydawać, że nie powinno być problemów jednak pierwsze schody pojawiają się już po 4-5 pierwszych planszach, kiedy samo machanie nic nie pomaga a trzeba jeszcze obmyślić plan działania, a jego pomyślność zależy od czasu wykonania.

goto206: Ja zacząłem się borykać z problemami już na drugiej planszy, jakoś mi nie szło zupełnie. Po prostu brakowało mi czasu. Nieco mnie to zniechęciło, spodziewałem się zwykłej zręcznościówki, a nie gry strategicznej.









Sheep Abduction

Sheep Abduction



Chilon: Grafika w grze jest bajecznie kolorowa, do tego skoczna muzyczka nadaje grze odpowiedni klimat dzięki któremu nawet przy porażce nie jesteśmy w stanie zbytnio się zdenerwować. Do poważnych minusów można zaliczyć fakt, że gdy zawalimy sprawę już na początku rundy to niestety musimy odczekać swoje do wyczerpania czasu określonego na to zadanie.
Gra kosztuje 0,79 euro, nie jest ona wygórowana jak za tę aplikację jednak nie sądzę abym był w stanie więcej za nią zapłacić, tak więc za tę cenę polecam.

goto206: Grafika i dźwięk są niewątpliwie silną stroną tej gry. Developerzy nadal mnie zadziwiają poziomem wyobraźni, która przecież jest ograniczana przez możliwości iPhona/iPoda. Zabawa jest niezła, ale wymaga cierpliwości. Cena adekwatna do atrakcji.

iStat - monitor systemu







iStat


goto206: Każdy z użytkowników Maca spotkał się chyba kiedyś z monitorami systemu iStat.Działają jako widget albo bezpośrednio na biurku na bieżąco badając stan naszego komputera. Oczywiście żrą trochę zasobów, ale coś za coś. Teraz możemy z dobrodziejstw iStata skorzystać w naszym telefonie lub iPodzie.

Chilon: Jest to jeden z tych programów, który przydaje się w momencie kiedy go akurat nie mamy, tak więc warto się w niego zaopatrzyć póki jeszcze go nie potrzebujemy :)

goto206: Program jest stosunkowo prosty. Podstawą funkcją jest obserwacja działania naszego telefonu czy iPoda. Widzimy ilość wolnego miejsca na dysku, użycie pamięci operacyjnej, wykorzystanie i rodzaj sieci oraz dane identyfikacyjne urządzenia. Dodatkowo możemy wysłać na adres email ID i MacAdress telefonu/iPoda. Najfajniejsze jest jednak, że możemy jednym guzikiem zwolnić nieco używanej pamięci, nie robiąc restartu.

Chilon: Właśnie z powodu tego, że dostęp o wszystkich tych rzeczy mamy podane jak na dłoni, program ten jest świetny, nie trzeba przegrzebywać preferencji aby wyciągnąć potrzebne nam dane. A zwalnianie pamięci jest na prawdę fajną opcją, gdyż nie trzeba urządzenia resetować.









iStat

iStat

iStat


goto206: Dodatkowo możemy obserwować nasze komputery. Wymaga to uruchomienia serwera na danym sprzęcie, jest to niewielki programik, który jest do ściągnięcia ze strony producenta . Serwer działa na komputerach z system MacOS X oraz na Linuxach i Solarisach. Sam serwer w zasadzie pozwala jedynie na ustawienie portu, który udostępnia dane. Jeżeli chcemy widzieć co się dzieje z naszym komputerem będąc poza zasięgiem sieci lokalnej będzie konieczne przekierowania portu na routerze. Domyślnie jest to port 5109. W sieci lokalnej dane udostępniane są za pomocą Bonjour i nie jest wymagane ręczne dodawanie poszczególnych urządzeń.

Chilon: możliwość obserwowania komputerów robi z tego narzędzia bardzo przydatny program, mimo że na samego iStat'a nie patrzę na bieżąco to jednak fajnie czasami mieć możliwość sprawdzenia zdalnie co w tej chwili gryzie nasz sprzęt, zwłaszcza kiedy oglądamy film wygodnie rozkładając się w fotelu a wiatraki wyją wniebogłosy.

goto206: Jako dodatkowe funkcje iStat oferuje ping i traceroute. Prosto i czytelnie.








iStat

iStat


goto206: Sam program bardzo mi się podoba. Cena nie jest wygórowana - 1,59 euro. Serwer jest oczywiście za darmo. Ewidentnie brzydka jest ikonka, esteci będą się irytować. Jednym słowem polecam.

Chilon: ogólnie rzecz biorąc staranność wykonania wprost zachęca do tego aby program był uruchomiony bez przerwy i pokazywał się zamiast ekran blokady, niestety jest to nieosiągalne, co do samego wyglądu ikonki to jakoś szczególnie mnie ona w oczy nie kole :)

Flight Control - zapanuj nad ... nerwami







Flight Control


Chilon: Gra ta ma bardzo dobre notowania w AppStore i w sumie kupiłem ją tylko i wyłącznie z powodu popularności oraz tego, że wszyscy się nią zachwycali. Wydawać by się mogło, że gra nie należy do trudnych, w sumie mamy kierować tylko ruchem samolotów podchodzących do lądowania, biorąc pod uwagę, że sterowanie jest na prawdę świetne to jednak jest to bardzo skomplikowane zadanie.

goto206: Własnie! Gra potrafi doprowadzić do pasji. Samoloty latają jak obłąkane, mnie najlepiej wychodzą kraksy w powietrzu (nie, nie taki jest cel tej gry).








Flight Control

Flight Control


Chilon: Do wyboru mamy trzy plansze z lotniskami, to pewnie na wypadek gdybyśmy stwierdzili, że jednak na tej innej planszy może być łatwiej. Niestety nic z tego, opanowanie nad szalejącymi samolotami to strasznie skomplikowane zajęcie, do tego ciągłe alarmy o możliwej kraksie strasznie dezorientują. Średnio, przynajmniej w moim przypadku, gra trwa w sumie zaledwie kilka minut i to w bardzo dobrym porywie, a po każdej kraksie czuje, że chce wyjść i stanąć obok.

goto206: Cóż mogę dodać, podobne odczucia wywołuje u mnie tylko oglądanie transmisji posiedzeń sejmowych. Szlag trafia i tyle.








Flight Control

Flight Control


Chilon: Jak wspominałem samo sterowanie samolotami jest świetne, samolot leci tam gdzie mu każemy, jednak minus jest taki, że podczas kierowania go w danym kierunku zasłaniamy sobie dłoniom w tej chwili obraz całej reszty, co zazwyczaj nagle kończy się dźwiękiem zgniatanej puszki. W tym momencie mam ochotę usunąć grę i jak najszybciej o niej zapomnieć. Jednak ta gra ma coś co wręcz zmusza do tego aby próbować dalej, nie jest to w sumie nic nowego, to po prostu publikacja wyników w sieci i informacja o tym ile nam brakuje aby być wyżej. Wydaje mi się, że właśnie ten mały element współzawodnictwa podbił stopień grywalności w tę jakże bardzo prostą grę.

goto206: Nieprawda. Mnie gra zmusiła wyłącznie do wciśnięcia środkowego guzika. Gra tylko dla cierpliwych maniaków ruchu lotniczego. Przed podejściem zalecam melisę albo relanium.

iDracula - rzeźnia doskonała







idracula


Chilon: Do tej gry podchodziłem od samego początku bardzo sceptycznie, nie podobało mi się w niej zupełnie nic, począwszy od sterowania do samej grafiki, do tego jakaś hardkorowa muzyka, która nie szczególnie mi pasowała do gry. Kilka początkowych prób kończyło się szybko śmiercią poprzez to, że nie byłem w stanie przyzwyczaić się do sterowania bronią.

goto206: Ja podszedłem pozytywnie nastawiony. Fajna grafika, sterowania jak to w iPhonie wymaga przyzwyczajenia dopóki ktoś nie wymyśli zewnętrznego joysticka. Muzyka dość wampiryczna. Ogólnie jest nieźle.








idracula

idracula


Chilon: Do wyboru mamy 3 plansze, na których możemy grać oraz 4 tryby gry. Pomimo tego, że tryby się od siebie mimo wszystko różnią to chodzi w nich o jedno - rzeźnię. Wraz kolejnymi trupami na naszym liczniku otrzymujemy możliwość polepszenia różnych zdolności naszego zawodnika oraz nowe bronie, które wypadają z co niektórych potworów.

goto206: Nie ma się co oszukiwać. Krew ma się lać. I na tym przecież polega cały urok ;)








idracula

idracula



Chilon: W standardowym trybie przetrwania od czasu do czasu na planszy pojawia się Dracula, którego nijak nie można zabić z żadnej broni (mnie się nie udało) za to wystarczają 2-3 strzały z kuszy. Niestety kiedy jesteśmy otoczeni przez masę innych stworów strasznie ciężko przełączyć broń na kuszę aby móc wykończyć hrabiego, za to jeśli już go pokonamy otrzymamy omen. Liczba zebranych omenów z kolei ważna jest, bo na jej podstawie otrzymujemy kolejne rangi podczas gry.

goto206: Nie po to jest hrabia, żeby było łatwo. Trudno też się spodziewać, żeby padł od ciosu mieczem, ale już drewniana strzała w serducho to zupełnie inna sprawa. Zakładam, że bełty do kuszy są osikowe, bo przecież inaczej by nie zadziałały. U mnie sprawdziła się metoda szybkiej ucieczki, zwykle wszelakiej maści potwory biegną za nami dając swobodę mordowania. Hrabia (jak to hrabia) z właściwą sobie godnośćią czeka. A wtedy możemy go... sami wiecie ;)








idracula

idracula


Chilon: Niestety nie jest tak pięknie jakby się wydawało, jedyny poważny minus jaki zauważyłem to po przyspieszeniu sobie w umiejętnościach poruszania się, potwory niestety również przyspieszają przez co sam upgrade szybkości nieco traci na sensie.

goto206: A jak w Need for Speed ulepszasz samochód, to chciałbyś żeby przeciwnicy byli nadal tak samo wolni? A gdzie współzawodnictwo? To, że jest coraz trudniej to nie znaczy, że jest źle. Ogólnie grę polecam, chociaż może nie najbardziej zapalonym fanom wampiryzmu ;)

Personal Trainer Lite







Subnet Calc


Chilon: Nie trzeba jeździć BMW i mieć dresu prasowanego w kant aby chodzić na siłownię, ale zdecydowanie jeśli już tam chodzimy powinniśmy wiedzieć co i jak chcemy robić. Niestety nie na każdej siłowni znajduje się rzetelny instruktor, który nas poprowadzi i pokaże co, jak i w jakiej ilości. Bo tak na prawdę nie liczy się ile razy machniemy sztangą tylko jak nią machniemy i w tym pomoże nam ta aplikacja.

goto206: Pomysł mi się podoba. Może nawet nie z uwagi na nierzetelność instruktorów, ale ze względu na nudę na siłowni.









Subnet Calc

Subnet Calc

Subnet Calc


Chilon: Program jest stosunkowo prosty w obsłudze i powinien sobie z nim poradzić nawet ktoś kto nie szczególnie przepada za językiem angielskim. Z menu możemy wybrać ćwiczenia podzielone na odpowiednia kategorie, gotowe treningi(można dodać własne), nasze osiągnięcia oraz wybrane raporty.
Każde ćwiczenie jest opisane oraz co jest dużym plusem zademonstrowane w postaci krótkiego filmu, dodatkowo możemy obejrzeć sobie, które grupy mięśniowe pracują podczas poprawnego wykonywania samego ćwiczenia.

goto206: Prawda, że genialne w swojej prostocie? W zasadzie wszystko czego potrzebujemy.







Subnet Calc


Chilon: Wykonując określony plan treningowy, czy to gotowy czy stworzony przez nas możemy zapisywać w nim wyniki, które potem z wielką radością możemy śledzić w logach i raportach. Osobiście uważam, że sam program jest wykonany całkiem nieźle, tylko szczerze wątpię aby chciało mi się klikać w niego po każdej skończonej serii ćwiczeń na siłowni.

goto206: I tu jest właśnie błąd w założeniu. Po pierwsze siłownia to nie tylko ćwiczenia, ale też odpoczynek. W tym czasie warto spojrzeć i zaplanować co będzie się robić dalej. Poza tym możliwość wprowadzania własnych treningów daje możliwość korzstania z tego co zaleci nam trener, a czasem zestawy są dość złożone i trudno zapamiętać całość. Z kolei możliwość zapisywania wyników pozwoli zwiększać skalę trudności ćwiczeń podczas następnego treningu. Aplikacja w wersji lite jest oczywiście darmowa, pełna, zawierająca więcej ćwiczeń kosztuje w wyprzedaży 0,79 euro. Lans iPhonem na siłce - bezcenny ;)

Palringo

Chilon: Z tego oprogramowania korzystam od dawna, wcześniej na Javie w komórce, potem w wersji na Symbiana a teraz przyszła kolej na wersję na iPhone i iPod Touch. W zasadzie to komunikator jak komunikator z tą różnicą, że aby z niego korzystać potrzebujemy konta w serwisie Palringo. Serwis sam w sobie się rozwija i nawet po części dostępna jest już polska lokalizacja strony, niestety tylko po części.

goto206: Również korzystałem z Palringo na Symbianie i powiem krótko - to był koszmar. Był mniej stabilny niż Windows 95 w pierwszym wydaniu. Ale przecież nie o tym mowa. Zainstalowałem Palringo jakiś czas temu na iPhonie. Wygląda nieźle, działa nieźle. Mój główny zarzut to działanie za pośrednictwem serwera Parlingo. Bo też niby dlaczego moje rozmowy mają przechodzić przez jeszcze jednego pośrednika? Co ja z tego mam? Może chodzi o to, że jak stracę łączność z serwerem gtalk to nadal będa go miał za pośrednictwem Parlingo. Może. Ale czy na pewno?









Palringo

Palringo

Palringo


Sam komunikator to kombajn obsługujący następujące komunikatory:
- Windows Live Messenger ® (MSN)
- AOL ® Instant Messenger (AIM)
- Yahoo! ® Messenger
- Google Talk ™
- ICQ ®
- Jabber ®
- iChat® / MobileMe ®
- QQ ®
- Gadu-Gadu ®
- Facebook Chat (Alpha)

Chilon: Jak już wspominałem potrzebujemy kolejnego konta, czyli dodatkowy login i hasło do zapamiętania. Jednak jeśli korzystamy z kilku komunikatorów to się opłaci, gdyż będziemy logować się tylko do Palringo a ono zaloguje nas do wszystkich pozostałych.
Jeśli chodzi o same ustawienia programu to za wiele ich nie ma, do tego jest kilka dostępnych tylko w wersji płatnej, ogólnie jeśli nie musimy to tam nie zaglądamy, chyba że z ciekawości.

goto206: Brak dodatkowych funkcji w komunikatorze to nie wada. Bo przecież chodzi o komunikację, a nie dodatkowe cuda.









Palringo

Palringo

Palringo


Chilon: Przyznam szczerze, że odkąd mam transport GG ustawiony poprzez gtalk'a nie potrzebuję nic innego jak zwykłego klient Jabber'a, mimo wszystko próba skonfigurowania GG na Palringo kończyła się kilkakrotnie błędem logowania, nie mam pojęcia dlaczego.

Samo Palringo stara się iść w kierunku stworzenia czegoś w stylu portalu społecznościowego, posiada grupy do których można dołączać, włączając w to użytkowników wszelakich komunikatorów, jednak osobiście ciemno widzę te plany.

goto206: Ja z samym ustawieniem nie miałem problemu jeszcze od czasu, gdy ustawiłem Parlingo na Symbianie. I to jest właśnie chyba jedyna zaleta korzystania z serwera Parlingo. Logujemy się raz na z góry ustawione komunikatory.

Ping Lite



Chilon: Nie samymi grami człowiek żyje więc pora na coś małego a zarazem wielkiego. Aplikacją taką jest Ping i jak to zwykły ping wysyła pakiety ICMP Echo Request do innego urządzenia w sieci oczekując zwrotu w postaci Echo Reply. Najprościej rzecz ujmując wysyła zapytanie "żyjesz?" i czeka na odpowiedź "żyję". Czasami zdarza się, że nie wiemy dlaczego internet nagle zwolnił, lub przestał działać zupełnie. Z tym programikiem jesteśmy w stanie przeprowadzić diagnozę nie ruszając się do komputera.

goto206: Ten program może być przydatny jeśli ktoś wie jak go używać, a ściślej - w jakim celu. Od razu przyznaje, że dla mnie to bardzo efektowny wyświetlacz ciągu cyferek o nie do końca znanym znaczeniu. Jeżeli mój internet nie działa to nie wykonuje polecenia ping, bo niewiele mi ono wyjaśni. Ale jeśli chciałbym pooglądać cyferki prawie jak w matrixie - to na pewno włączę ping.







dig


Chilon: W pakiecie dostajemy również możliwość wykonania tracerout'a, czyli zbadania trasy jaką pokonują pakiety od nas do dowolnego komputera w sieci.

goto206: Każdy człowiek ma w sobie coś z podglądacza. Moje podglądactwo nie sięga tak daleko, żebym sprawdzał skąd przychodzą do mnie informację oraz co/kogo spotkały po drodze.







ping


Chilon: Kolejną opcją programu jest zbadanie/przeskanowanie całej podsieci, w wyniku czego zobaczymy, które adresy są aktualnie w użyciu.

goto206: Wreszcie coś z sensem. Zawsze mnie martwi, że jakiś cwany sąsiad podłączy się do mojego routera. Dzięki temu widać, ilu klientów jest podłączonych do sieci. Może nie podaje imienia sąsiada - włamywacza, ale na początek to zawsze coś (no i znowu te boskie cyferki!)








ping

ping


Chilon: Ostatnią usługą dostępną w programie jest klient telnet'a, który pozwoli nam na zalogowanie do konsoli zdalnego urządzenia.

goto206: Z tej usługi korzystam w świetnym iSHH (może znajdzie się tu kiedyś jego recenzja).








ping


Chilon: Program występuje w wersji płatnej oraz bezpłatnej, jednak wersja płatna różni się wyłącznie możliwością telnetowania na dowolny port, oraz zapisania 400 różnych adresów w pamięci programu.

Knights on rush


goto206: Nie wychodząc z rozrywkowego nastroju zagrajmy w Knights on rush. Zapomnijmy o taktyce, zapomnijmy o strategii, weźmy się za prawdziwe zabijanie w średniowiecznym stylu.

Chilon: I to jest to co tygryski lubią najbardziej. Gra od samego początku jest wciągająca, gdyż nie mając opracowanej taktyki powolne nacieranie wroga daje nam czas na poznanie wszystkich broni i rozpracowanie sobie strategii, a prześwietnie wykonana grafika nie zamęcza nas po kilku minutach gry.








dig

dig


goto206: Zadanie dla gracza jest proste. Obronić jak najdłużej twierdzę stosując wszelkie dostępne metody pozbycia się nadchodzącego wroga. Co do zasady najłatwiej zabić najeźdżcę podnosząc go i odrzucając gdzieś na bok (tak! to gra idealna na ekran dotykowy). W miarę upływu gry zdobywamy pieniądze na bardziej wyszukane formy mordowania naszych przeciwników, a także na lepsze wrota do naszego zamku (a solidne wrota to podstawa!). Mamy do dyspozyzji zarówno broń w miarę standardową jak np kusza, ale możemy również opuścić na biednego barbarzyńcę grecką kolumnę (w wybranym przez siebie stylu).

Chilon: Sposobów zabijania jest wiele i to od gracza zależy jak, gdzie i kiedy, więc aby było widowiskowo i skutecznie trzeba mieć całkiem niezły refleks i szybkie palce.








dig

dig


goto206: Ważnym elementem gry jest poświęcanie. Poświęcić przeciwnika możemy na dwa sposoby. Wieszając go na haku i karmiąc nim smoka albo wrzucając w piekielną czeluść. Czym intensywniejszy atak, tym trudniejsze będzie poświęcenie wroga. A poświęcać warto, bo jak w życiu - pieniądze to nie wszystko. Ceną za niektóre dodatkowe gadżety jest właśnie ilość poświęconych wrogów.

Chilon: Co do samego stylu zabijania moim ulubionym jest miotanie katapultami, obraz zaistaniałych zniszczeń jest wówczas znacznie większy, przez co nie szczególnie trzeba się naślizgać palcem po ekranie. Niestety atakujący nie zawsze przychodzą z katapultami. Drugim ulubionym sposobem jest złapanie człowieczka pędzącego z wybuchową beczką, którą w momencie złapania wypuszcza i aby jego życie (a raczej śmierć) miało większy sens mogę go spokojnie odwiesić na hak skąd skonsumuje go nasz wierny przyjaciel smok.








dig

dig


goto206: Gra oferuje trzy, a w zasadzie dwa sposoby gry. Po pierwsze kampania. Gramy na poszczególnych planszach,a naszym zadaniem jest wytrzymać określoną ilość dni natarcia. Jeśli nasza twierdza padnie, to zabawa zaczyna się od początku planszy. Dwie pozostałe opcje to niekończące się potyczki o różnym stopniu trudności. Im więcej dni wytrzymamy tym lepiej i tym lepsza jest nasza pozycja w rankingu.

Chilon: Przyznam szczerze, że przejście kampanii sprawia pod koniec dość duże trudności, gdyż wrogowie dosłownie płyną na nasz zamek niczym fala i tutaj niestety jeden z większych minusów, otóż nie zawsze uda się złapać wroga co przy dużej ich ilości kończy się bardzo dramatycznie, zwłaszcza jeśli chodzi o dłuższe oblężenia.

dig

goto206: Gra jest mimo pewnej monotonii bardzo wciągajaca. Na szczególną pochwałę zasługują efekty dźwiękowe i muzyka, doskonale pasujące do całej gry. Nie jestem tylko przekonany czy są równie atrakcyjne dla osób postronnych. Grafika nie powala, ale jest staranna i zabawna, nie wymagam niczego więcej. Gra nie jest grą do spokojnego pogrania w autobusie, bo wymaga z czasem bardzo intensywnego machania ręką, co może wzbudzić nieco zdziwienia. Dodatkowo wymaga raczej wygodnej pozycji, bo z czasem zaczynają boleć ręcę (ja nabawiłem się kontuzji łokcia).

Chilon: Knights on rush zdecydowanie nie nadaje się na podróż autobusem, gdyż niestety czasami mamy ochotę wydawać z siebie dziwne dzwięki, które mogą być niezbyt dobrze odebrane poprzez innych podróżnych. Wliczając w całość stan naszych pięknych dróg bez problemu możemy niechcący zamienić nasz super miotacz ognia w zwykłą armatę co może zmienić nam odrobinę kolorystykę twarzy. I właśnie możliwość zamiany broni na o wiele gorszą poprzez omylne kliknięcie zaliczyłbym do największego minusa tej gry.

goto206: Gra obecnie jest w promocji i kosztuje 0,79 euro. Jak dla mnie warta nawet swojej poprzedniej, wyższej ceny. Jest równiez dostępna wersja darmowa (trudno powiedzieć z jakimi ograniczeniami). Głupawa, ale zabawna i to jest jej ogromny plus.

Chilon: Zdecydowanie jest to jedna z lepszych gier typu obrony wieży i nawet jeśli poważnie nas zdenerwuje po jakimś czasie nadchodzi ochota na kolejne próby podjęcia wyzwania nadciągającej fali wroga.

I dig it


Chilon: Zacznijmy może rozrywkowo, od dość przyzwoitej gry jaką jest "I dig it". Widząc ją w AppStore chwycił mnie zachwyt, myślałem sobie o MotherLoad na iPod'a! Jednak niestety gra jest tylko dobrą przeróbką wersji flash'owej.

goto206: W Motherload nie grałem, jest to dla mnie zupełnie nowa zabawa. Nie znałem zasad ani taktyki, podszedłem do gry z pozycji nowicjusza.

Chilon: Może dosłownie kilka słów o czym jest gra. W zasadzie chodzi po protu o kopanie w głąb i wykopywanie ukrytych tam minerałów. Oczywiście im głębiej tym kosztowniejsze kamyki można napotkać. Gdy już zbierzemy odpowiednią ilość materiałów musimy wrócić na powierzchnię, kamyki sprzedać a naszą kopareczkę zatankować i jeśli nas tylko stać dodatkowo wybajerzyć w dostępne ulepszenia bez których zejście dalej pod ziemię staje się niemożliwe.









dig

dig

dig


Chilon: Z istotniejszych różnic jakie zostały dodane, to tryby gry, z których mamy do dyspozycji 4 misje czasowe oraz grę wolną, czyli im głębiej tym lepiej. Kolejną ciekawą zmianą i udogodnieniem jest pasek poziomu, na którym zaznaczymy sobie aktualną głębokość, przydaje się bardzo kiedy jesteśmy już na prawdę głęboko. Dodatkowo do gry dołożone są osiągnięcia (achivement), które ładnie błyskają jeśli czegoś nazbieramy odpowiednio dużo.

goto206: Jak dla mnie wadą gry jest brak przejrzystości. Nie bardzo wiem kiedy czego zaczyna mi brakować. Wiem, że mam oszczędzać pewne zapasy, ale nie wiem dlaczego. Przydałby się jakiś dobry tutorial na początku, który łatwo i przejrzyście wyjaśni co robić i na co uważać.









dig

dig

dig


Chilon: Z mniej ciekawych zmian, to brak nanobotów, dzięki którym w MotherLoad można było naprawić sobie koparkę pod powierzchnią ziemi. Mimo to I dig it do najtrudniejszych nie należy, zwłaszcza jeśli kiedykolwiek wcześniej grało się w MotherLoad, bo taktyka jest dokładnie taka sama i jeśli ktoś miał ją rozpracowaną tutaj nie będzie miał żadnego problemu. Samo sterowanie jest możliwe za pomocą wyświetlanego joystick'a i niestety czasami sprawia problemy zwłaszcza kiedy chcemy precyzyjnie gdzieś się wkopać lub też zmniejszyć moc silnika podczas lotu. Niestety gra jest pozbawiona również fabuły, która mizerna bo mizerna to w MotherLoad jednak była.

goto206: Gra mnie nie wciągnęła. Chciałbym sobie kopać do oporu, a przecież nie o to chodzi. Ponoć chodzi o jakieś misje, ale są one dla laika tak nieczytelne, że odruchem jest kopanie tyle ile można. Efekt - misja nieudana, chociaż zabawa naprawdę przednia. Sama grywalność niezła, czasem zawodzi sterowanie, zwłaszcza jeśli chodzi o kopanie. Szczególnie widowiskowe jest latanie.







dig

dig


Chilon: Aplikacja kosztuje 0,79€ i w sumie jeśli jest liczyć to po dobrym kursie to jest warta swojej ceny, gdyż potrafi zająć na kilka ładnych godzin.

goto206: Cena faktycznie akceptowalna, szczególnie, że gra nie zachwyca, jeśli nie ma się do niej sentymentu. Sam pomysł niezły, ale wymaga dopracowania w kolejnych aktualizacjach (tutorial z prawdziwego zdarzenia!). Fabuły brak, ale przecież chodzi o kopanie, kopanie, kopanie... Grafika przyzwoita, dźwięk również. Polecam fanom :)